mądre dziewczyny
Trujący Bluszcz,  Wattpad

TB — 004. Życie to sztuka wyborów

I oto wchodzę ja: cała na czarno, w okularach przeciwsłonecznych i z kubkiem termicznym, pełnym kakao. Nie byłam rannym ptaszkiem i podkreśliłam to dobitnie koszulką z napisem „Not a morning person”. Rodzonej matce zabrakło słów, kiedy zobaczyła, że starałam się włączyć funkcje życiowe o szóstej rano. Kazałam jej nie zadawać pytań i nie nawiązywać kontaktu do południa. Istniała szansa, że w ten sposób szkody będą mniejsze.

Sprawy nie ułatwiał fakt, że w nocy nie mogłam spać. Kiedy tylko zamykałam oczy, widziałam obraz całującego mnie Gabriela. To było złe na tak wielu poziomach! I jednocześnie tak dobre, a przez to jeszcze gorzej niż złe. No… Nie umiałam tego ubrać w słowa! To było tak dobre, że aż złe!

Mieliśmy rozejm. Miałam mu pomóc, jakkolwiek to sobie wyobrażał, nie przekraczając żadnych więcej granic. Układ nauczyciel-uczennica, jasny i bezpieczny, dokładnie to ustaliliśmy.

Niemniej nie byłam głupia. Zachowanie Gabriela przeczyło jego słowom. Chciał postępować przyzwoicie, a wychodziło zupełnie na odwrót. To oznaczało, że musiałam uważać. Nie należało tworzyć dwuznacznych sytuacji, zostawać w jego towarzystwie dłużej niż to konieczne i rozmawiać na prywatne tematy, co mogłoby w jakiś sposób pogłębić naszą więź.

Wiedziałam, że każda inna dziewczyna na moim miejscu, cieszyłaby się z jego zainteresowania. To było nagłe, nieoczekiwane i mocno podniecające. Do tego człowiek mógł się dowartościować. Ale ja taka nie byłam. Miałam inne cele i priorytety. Wdawanie się w wątpliwej jakości relacje z gwiazdą NFL, nauczycielem wf-u, który ma dziewczynę, nie widniało na mojej liście rzeczy do zrobienia.

Byłam stanowcza. Wiedziałam, co trzeba zrobić. 

Ale ten widok…

O Panie.

Zatrzymałam się pół kroku przed wejściem na boisko. Była godzina siódma rano. Na trawie wciąż perliła się rosa, a słońce nie dawało jeszcze zbyt wiele ciepła. Miałam na sobie bluzę, bo poranny zefirek wywoływał gęsią skórkę, a niewyspanie potęgowało uczucie chłodu. 

Tymczasem Gabriel… 

Cóż… 

Jemu musiało być gorąco. Tak, on najwyraźniej płonął nieokreśloną gorączką, skoro uznał za stosowne bieganie wokół boiska w samych krótkich spodenkach. I może przeżyłabym te spodenki, gdyby nie wisiały nisko na jego biodrach, wystawiając na widok najbardziej seksowną literę „V” jaką widziały moje niewinne nastoletnie oczy. To takie „V”, przez które mądre dziewczyny głupieją — zarysowane kości biodrowe i mięśnie, sama słodycz. Na głowie miał odwróconą tył na przód baseballówkę, na nogach buty do biegania. Mięśnie pleców i brzucha pracowały równo pod skórą.

Zrobiło mi się gorąco i zapomniałam o śnie. Z wrażenia rozsunęłam bluzę. Zastanawiałam się, jak do cholery mam trzymać się w ryzach, kiedy Gabriel naraża mnie na takie widoki. Przełknęłam ślinę, odetchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę ławki, na której leżała jego torba.

Chłopak zauważył mnie dość szybko i w tym samym momencie zrezygnował z dalszej rozgrzewki. Kiedy do mnie podbiegł, nie miał nawet zadyszki. Ja pewnie próbowałabym nie wypluć płuc, a on jedynie nieco szybciej oddychał. 

— Ivy — Uśmiechnął się szczerze. — Jesteś.

Byłam mile zaskoczona, że użył mojego imienia. Tym samym przypomniał mi o naszym rozejmie. Musiałam wziąć się w garść. 

Żadnego ślinienia się do nauczyciela, którego znam od czterech dni.

— Jestem — mruknęłam, posyłając mu blady uśmiech. — Sama w to nie wierzę.

Parsknął i zmierzył moją sylwetkę uważnym spojrzeniem. Siłą woli powstrzymałam się, żeby się nie wiercić. Podszedł bliżej i dotknął mojej koszulki w okolicy mostka, dokładnie między piersiami. Nie spodziewałam się tego, więc w żaden sposób nie zareagowałam.

— Nie jesteś rannym ptaszkiem, co? — Wskazał napis na koszulce.

Serio, Sherlocku?

Wyszczerzyłam zęby i wzruszyłam ramionami.

— Winna, wysoki sądzie!

Podszedł do ławki i sięgnął po t-shirt. Byłam wdzięczna, że to zrobił, ale taktownie milczałam. 

— Przebiegniesz się ze mną?

Popatrzyłam na niego z powątpiewaniem.

— Nie mogę. Stawy. Pamiętasz? — Wskazałam na swoje nogi. — Ale ty się nie krępuj. Ja w tym czasie się zdrzemnę.

Gabriel wybuchnął śmiechem, jakbym opowiedziała dobry dowcip. To było niezręczne, bo mówiłam całkiem poważnie. Nie chcąc jednak wyjść na idiotkę, zaśmiałam się razem z nim.

Finalnie usiadł obok mnie i rzucił mi rozbawione spojrzenie.

— Te stawy to tak na serio czy po prostu nie lubisz wf-u?

Przez wzgląd na poszanowanie naszego młodego rozejmu powinnam powiedzieć prawdę. Nie chciałam nikogo okłamywać. Ale z drugiej strony byłam świadoma, że nie mieliśmy zostać przyjaciółmi, więc zasada ograniczonego zaufania była jak najbardziej na miejscu. Poza tym nie było szans, żeby poznał prawdę.

— Nie lubię wf-u — przyznałam, po czym dodałam: — Ale ze stawami naprawdę mam problem.

No i proszę: gładkie niewinne kłamstewko w polewie ze szczerej prawdy.

Gabriel pokiwał głową, nie drążąc tematu. Zapadła niezręczna cisza. Nienawidziłam takich sytuacji.

— Dlaczego Cassandra cię popchnęła? — zapytał znienacka.

Tego się nie spodziewałam. Zerknęłam na niego kątem oka. I znowu: podtrzymać kłamstwo czy powiedzieć prawdę? Życie to sztuka wyborów.

— Widziałeś to? — odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

Spojrzał na mnie z dezaprobatą.

— Dlatego pytam.

Świadomość, że on też obserwował mnie po naszym incydencie na plaży, mile połechtała moje ego. To było złe, bo nie powinna cieszyć mnie jego atencja. Miał dziewczynę, był moim nauczycielem i postanowiłam nie rozwijać tej znajomości.

— Jest zazdrosna o Willa — powiedziałam zanim zdążyłam pomyśleć.

Przez oblicze Gabriela przemknął cień. Starał się zachować kamienny wyraz twarzy, ale zdążyłam zauważyć, że imię mojego przyjaciela wywoływało w nim niesmak. 

W tym momencie zastanowiłam się, czy nasz rozejm miał jakikolwiek sens. Niczego sobie nie wyjaśniliśmy. Zamietliśmy pod dywan te kilka niezręcznych momentów, udawaliśmy, że nic się nie stało. Daliśmy sobie szansę na nowy start, jakbyśmy wcześniej w ogóle się nie znali. I może miałoby to rację bytu, gdybym znała odpowiedź na podstawowe pytanie: dlaczego Gabriel de Anda zwrócił na mnie uwagę? Dlaczego zachowywał się jak zazdrosny chłopak, szczerze zainteresowany moją osobą? Nie byłam kimś szczególnym, nie byłam ani bogata, ani piękna. Nie miałam żadnych wpływów i prawie nikt mnie nie lubił.

— Will — powtórzył drętwo. — To twój chłopak?

Mogłabym powiedzieć prawdę i zminimalizować niechęć wobec mojego przyjaciela. Niemniej w tym jednym pytaniu wyczułam szansę na zwiększenie dystansu. W tym momencie wydawało się to niezłym pomysłem.

— Tak. — potwierdziłam.

O cholerka. Wypowiedzenie tych słów na głos było wiążące. Musiałam później odnaleźć przyjaciela i uświadomić go, że w najbliższym czasie będzie moim chłopakiem. Okazywanie sobie czułości nie stanowiło problemu. Will i tak się nie ujawnił, więc raczej nie psułam jego szans na jakąś fajną relację. Wiedziałam, że mi nie odmówi i chętnie pomoże. A mimo wszystko czułam się niezręcznie.

Gabriel nic nie powiedział, jedynie pokiwał głową. Widziałam, że na krótką chwilę spiął wszystkie mięśnie. Zaraz jednak doprowadził się do porządku. Uśmiechnął się sztucznie i zatarł ręce.

— Bierzmy się do roboty.

♠♠♠

Praca z Gabrielem, choć to dziwne, była prawdziwą przyjemnością. Był profesjonalistą. Przedstawił swój pomysł, omówił moje obowiązki i skupił się na treningu. Kiedy koncentrował się na pracy, łatwo było zapomnieć o towarzyszącej nam niezręczności. 

A niezręczność nadal była i nie zamierzała szybko zniknąć. To tak nie działa, że powiesz komuś „zapomnij” i on zapomina. Zwłaszcza, że rozum ludzki jest przewrotny. 

Logika podsuwa, że najprawdopodobniej jesteś jedną z wielu dziewczyn i każe pogodzić się z faktem, że to nic wyjątkowego. Zasypuje cię argumentami za i przeciw, za rękę prowadząc do wniosku, że należy sobie odpuścić. Szkoda czasu na myślenie o czymś, co było zakazane, nierealne i pozbawione sensu.

Podniecone hormony z kolei co rusz podsuwają obraz idealnego męskiego ciała, ładnego uśmiechu i mądrych oczu obiektu westchnień. Jesteś w stanie niemal poczuć pocałunki, które złożył na twoich ustach. Kolana same miękną, a sutki same twardnieją. To jest biologia i z tym nie wygrasz.

Do tego ego, które mówi: „Stara, wybrał ciebie! C I E B I E!”. Coś w stylu: black is the new pink. Różowe koleżanki zero, czarna szogunka jeden.

I tylko cichy głos sumienia mówił, że to nie wypada. Bo, kurwa, no nie wypada.

Może, ale tylko może, gdybym kiedykolwiek miała chłopaka, była demonem seksu i na każdej imprezie zaliczała inną bramkę, wszystko, co ma związek z Gabrielem, potraktowałabym rutynowo. Tymczasem, jak na ironię, był pierwszym mężczyzną, który mnie pocałował; którego ja pocałowałam. I — to bardzo istotne — był mężczyzną, a nie chłopcem. Dla kogoś takiego jak ja, kogoś, kto nie czuł się komfortowo w relacjach międzyludzkich, o związkach damsko-męskich nie wspominając, fakt, że dojrzały mężczyzna coś we mnie zauważył, sprawił, że czułam się doroślej. Moja pewność siebie wskoczyła z poziomu minus jeden na zero, a w moim przypadku to duży progres.

Tylko nadal tajemnicą pozostawało, jak to się stało, że w ciągu zaledwie czterech krótkich dni, zaczęłam myśleć o Gabrielu jako obiekcie westchnień.

— Ivy! — Z rozmyślań wyrwał mnie głos nauczyciela. — Spisałaś ostatnie czasy?

— Tak! — odkrzyknęłam. — Tak! Już!

Plan treningowy był prosty. W czasie kilku najbliższych lekcji Gabriel zamierzał wyłowić ukryte talenty. Wybrał dyscypliny sportowe, które stanowiły konkurencję na turnieju, i sprawdzał możliwości dziewczyn. Jako nauczyciel został przypisany do kilku żeńskich grup, nie trenował chłopaków. Spośród nich próbował wybrać przedstawicielki szkoły, które miały jechać na obóz, a potem walczyć o medale. 

Na pierwszych dwóch lekcjach zdążyliśmy zrobić wstępne rozeznanie jedynie wśród dwóch klas. Dalej musiał radzić sobie sam, bo za dwadzieścia minut zaczynały się moje zajęcia.

Podałam mu notatki, na które od razu rzucił okiem. Po jego minie widziałam, że nie był zadowolony.

— Z takimi wynikami nie damy rady nawet w pierwszej dziesiątce — mruknął i potarł twarz. — O podium nawet nie myślę.

Przygryzłam wnętrze policzka, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Biegi lekkoatletyczne stanowiły jedną z dyscyplin, w których mieliśmy wziąć udział. Na ten moment wyniki nie wyglądały obiecująco. Co prawda, to były dopiero pierwsze dwie grupy. Jeszcze wszystko mogło się zmienić.

— To pierwsze treningi — zauważyłam nieśmiało. — Może potem będzie lepiej.

Spojrzał na mnie z powątpiewaniem i uśmiechnął się słabo.

— Tak. Może.

Przestąpiłam z nogi na nogę, spojrzałam na zegarek i odwróciłam się po swoją torbę.

— Będę lecieć. Zaraz zaczynam lekcje.

Dziewczyny z młodszych klas, które miały teraz wf, patrzyły na mnie z mieszaniną ciekawości i zazdrości. Pewnie zastanawiały się, co zrobiłam, że pomagałam przy ich treningu. Podejrzewałam, że chciałyby zrobić dokładnie to samo. Cóż, ja również nie znałam odpowiedzi, więc nie mogłam im pomóc.

— Idźcie do szatni, koniec zajęć — ogłosił Gabriel. — Od dzisiaj dieta, więcej wody, zero słodyczy i dużo ruchu.

Dziewczyny zgodnie pokiwały głowami. Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale zdałam sobie sprawę, że Gabe był całkowicie poważny. Poza tym dobrze wiedzieć, że dieta przestała być koszmarem, kiedy zalecenie jej przestrzegania wydał ktoś taki jak de Anda.

— Ivy — zwrócił się w moją stronę, kiedy odprawił inne uczennice. — Dziękuję za pomoc. Będziesz jutro?

Otworzyłam oczy ze zdumienia. Nie ustaliliśmy, jak długo mam uczestniczyć w lekcjach innych uczniów, więc nie byłam pewna, czy mogę odmówić. Tym razem uratował mnie plan lekcji.

— Mam w tym czasie historię — odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Pokiwał głową, chociaż nie krył zawodu. Pozostało wyjaśnić jedną kwestię.

— Um… Gabriel — Uniósł wzrok. — Jak mają wyglądać te treningi? Jak długo mam ci pomagać?

Wiedziałam, że to w ramach spłaty długu za Hondę, ale osobiście miałam nadzieję, że nie będzie trzymał mnie do samego turnieju. Miałam inne plany i zobowiązania wobec chłopaków. Do tego dochodziła praca w weekendy i nauka.

— Turniej odbędzie się na koniec roku szkolnego — odpowiedział niejasno.

Zdrętwiałam, bojąc się najgorszego.

— Rozumiem, ale to chyba nie znaczy, że do tego czasu mam chodzić na dodatkowe lekcje wf-u?

Nie po to brałam zwolnienie, żeby siedzieć na zajęciach osiem razy dłużej niż zwykle.

— Czy to jakiś problem? — zapytał niewinnie, testując moją cierpliwość.

Odetchnęłam głęboko i nerwowo objęłam się ramionami.

— Wiem, że muszę spłacić dług za Hondę — zaczęłam. Chciał mi przerwać, jednak mu nie pozwoliłam. — Ale mam szkołę, pracę i… inne zobowiązania.

Zmarszczył brwi, kiedy zorientował się, że zawahałam się na końcu wypowiedzi. Nie wiedziałam, dlaczego nie chciałam powiedzieć o zespole. To moja sprawa. Może to kwestia tego, że część ludzi uważała tego rodzaju aktywność za stratę czasu. Gabe był sportowcem, nie sądziłam, żeby rozumiał i doceniał wartość muzyki. Sam proces jej tworzenia zapewne był mu obcy. W sumie nie interesowało mnie to, ale nie chciałam, żeby mnie oceniał czy krytykował moje wybory.

— Pracę? — zapytał.

— Też — przytaknęłam.

Nabrał powietrza i popatrzył na mnie tak, jakby nie wiedział, co ma ze mną zrobić. Ja też nie wiedziałam. Byłam natomiast pewna, że z czasem lekcje wf-u nie wystarczą i będzie trzeba zorganizować treningi w innym terminie. Zostawały wieczory i weekendy, a jedno i drugie miałam zajęte. Na obóz sportowy również nie zamierzałam jechać, bo hej, to byłaby ironia życia — i kompletna strata czasu.

— Słuchaj… — zaczął, ale brutalnie mu przerwano.

— Ivy! Hej, Ivy! — Will biegł w naszą stronę, drąc się w niebogłosy.

W jednej chwili się zdenerwowałam. Miałam nadzieję, że przyjaciel nie powie nic, co mogłoby zdemaskować moje kłamstwo. Gabriel zamknął buzię i patrzył z grymasem na twarzy na zbliżającego się chłopaka.

Will zatrzymał się krok przede mną i zamknął mnie w ramionach, po czym ucałował w środek czoła. To było jego zwyczajowe powitanie, ale z boku mogło wyglądać na dużą dwuznaczną zażyłość. To dobrze, bo w ten sposób moje kłamstwo nabierało wiarygodności.

— Dostałem maila w sprawie festiwalu — Pokazał zęby w szerokim uśmiechu, ale widząc moje zakłopotanie, zmarszczył czoło. — Co jest?

Potarłam nerwowo ramiona i uśmiechnęłam się do Gabriela.

— Muszę już iść. Mam nadzieję, że pomogłam.

W tym momencie Will zorientował się, że wokół nas jest reszta świata, w tym wkurzony nauczyciel wf-u. Mój przyjaciel ponownie szeroko się uśmiechnął i ostentacyjnie ukłonił.

— Dzień dobry! Nie zauważyłem pana!

Gabriel skrzyżował ramiona na piersi i prychnął.

— Zorientowałem się — Przeniósł wzrok na mnie. — Do zobaczenia później.

Z tymi słowami odwrócił się i odszedł. Otworzyłam buzię, żeby odpowiedzieć, ale zabrakło mi słów. Jakie później? Dzisiaj już nie miałam wf-u. Wzruszyłam ramionami. 

Później to równie dobrze i za dwa dni.

Spojrzałam na Willa, który miał zamyślony wyraz twarzy. Odprowadzał wzrokiem znikającego w budynku nauczyciela. Szturchnęłam go, żeby spojrzał na mnie.

— Co jest między wami? — zapytał zanim zdążyłam coś powiedzieć.

Zatkało mnie. Jednocześnie spłonęłam rumieńcem, co dość szybko pokazało, że Will trafił w czuły punkt.

— Nic — wyjąkałam bez przekonania.

Brew przyjaciela powędrowała do góry, aż zniknęła pod zbyt długą grzywką. Westchnęłam ciężko.

— Możemy o tym nie mówić? — W odpowiedzi prychnął mi w twarz, więc zmieniłam treść pytania. — Okej, to inaczej: możemy porozmawiać o tym później?

Chłopak przytaknął, objął mnie ramieniem i razem ruszyliśmy w stronę budynku szkoły. Will był nieco wyższy, więc mogłam oprzeć głowę o jego ramię, co też uczyniłam. 

— Dostałem maila w sprawie festiwalu. Musimy wpłacić wpisowe i wysłać nagranie. To jeszcze nie znaczy, że przejdziemy, ale taki jest wymóg.

Kolejne pieniądze. Zawsze wszystko kręciło się wokół kasy. Nie miałam pomysłu, co robić, żeby więcej zarabiać. Udzielanie korepetycji nie wchodziło w grę, bo nie byłam szczególnie wybitną uczennicą. Nie umiałam robić paznokci ani szyć na maszynie. Nad rękodziełem zasypiałam, a za czytanie książek nikt mi nie płacił. Sklep sportowy był dotychczas jedyną, ale nadal słabą opcją. Nie było z tego dużych przychodów.

— Potrzebujemy kasy — mruknęłam niezadowolona.

Will machnął lekceważąco ręką.

— Tym się nie przejmuj.

Zawsze tak mówił. Jego rodzice mieli pieniądze i nie żałowali na syna. On i Anna, jego młodsza siostra, byli rozpieszczani od urodzenia. O ile mojego przyjaciela to nie zepsuło, o tyle Annie była diabłem wcielonym. Już w przedszkolu dawała łapówki, żeby się z nią bawić. Bałam się myśleć, co będzie później.

— Nie będziesz za wszystko płacił — zastrzegłam. — Tworzymy zespół, rozkładamy koszty na cztery osoby.

Will pokiwał głową, całkowicie ignorując moje słowa. Często to robił: zgadzał się ze mną dla świętego spokoju, a potem i tak robił swoje.

Stanęliśmy przy szafkach, żeby wziąć potrzebne książki.

— Cześć, Will — Usłyszeliśmy uwodzicielski, przesłodzony głos.

Cassie stała w obstawie koleżanek, śliniąc się do mojego przyjaciela. 

Pudło, mała! Ten statek odpłynął już dawno temu i nigdy nie zawita do twojego portu!

— Cześć — mruknął chłopak. 

Cassie była wyraźnie podenerwowana. Stała z przyjaciółkami, których mina wyrażała spore skrępowanie.

— Chciałam zapytać… Masz chwilę?

Mój przyjaciel zmarszczył brwi i oparł się o szafkę, z miną wyrażającą permanentne znudzenie.

— Mów.

Cassie uśmiechnęła się niepewnie.

— Możemy na osobności?

Will był pamiętliwym typem. Wiedział, że moje przygnębienie po ostatniej imprezie miało wiele wspólnego ze stojącą przed nim dziewczyną. Części o Gabrielu jeszcze nie znał, ale mój smutek wystarczył, żeby Cassie znalazła się na czarnej liście. Biedna dziewczyna przyjęła złą taktykę. Nigdy, ale to nigdy, nie obrażaj przyjaciół chłopaka, który ci się podoba. Zamiast sypać płatki róż pod moje stopy, ona wbijała bolesne kolce. Naprawdę nie wiedziałam, dlaczego uważała, że w ten sposób mogła zaskarbić sobie sympatię Willa. Gdzie tu logika?

— Nie. Mów.

Cassandra poprawiła ucho od swojej torby. Odchrząknęła.

— Masz już parę na najbliższą imprezę?

Chłopak zmarszczył brwi, nie wiedząc, o co jej chodziło.

— Którą imprezę?

— Halloween, a potem Bal Zimowy.

— Cass, to dopiero za miesiąc.

Cassie uśmiechnęła się nieco szerzej, słysząc, że Will skrócił jej imię. Nie rozumiem, co dziewczyny w tym widziały. Miałam na imię Ivy i chciałam, żeby mówić do mnie Ivy — nie „Misiu”, nie „Pysiu”, nie „Kotku”. Po prostu Ivy.

— Wiem — zaśmiała się nerwowo. — Lubię mieć wszystko dopięte na ostatni guzik.

Will patrzył na nią przez chwilę, wprawiając ją w jeszcze większe zakłopotanie. W sumie nie powinno mnie to dziwić. Patrzyłam na niego i widziałam przystojnego wysokiego bruneta, którego sposób bycia kręcił wiele dziewczyn. Do tego w wakacje zrobił sobie tatuaż, a jakimś dziwnym trafem obrazki na skórze dodają sto punktów do zajebistości. Nie, żebym nie zauważyła tatuaży Gabriela, ale to na marginesie. W ogóle nie zwracałam na to uwagi.

Mhm, jasne.

— Ta, no cóż — Chłopak wzruszył ramionami. — Mam już parę.

Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego z zaskoczeniem. Cassie podzielała moją reakcję, chociaż u niej doszła jeszcze mina zbitego porzuconego psa.

— Jak to? Kogo? — Chciała wiedzieć.

Will uśmiechnął się rozbrajająco, objął mnie ramieniem i spojrzał ze złośliwą satysfakcją na zranioną dziewczynę.

— Ivy, oczywiście. 

Nie zdążyłam mu wspomnieć, że Cassie była nim zauroczona. Być może miałby więcej litości i nie łamał jej serca. Miałam obawy, czy w odwecie ona nie połamie mi nóg.

Mimo wszystko uśmiechnęłam się i niemrawo skinęłam głową. Przyjaciel oczekiwał poparcia, więc mu je dałam.

Cassie zmrużyła gniewnie oczy, odwróciła się i odeszła bez słowa. Przemieszczała się z prędkością wściekłego tornado, więc już po chwili zniknęła z zasięgu wzroku. Jej koleżanki ledwo nadążały.

— Pójdziesz ze mną na Halloween? — zapytał Will, szczerząc się od ucha do ucha.

Pokręciłam głową z dezaprobatą, ale nie powstrzymałam uśmiechu. Wariat, po prostu wariat.

♠♠♠

Po lekcjach pojechaliśmy do mnie. Mieliśmy zjeść spaghetti, skrzyknąć chłopaków, pojechać do Willa i zrobić próbę. W międzyczasie streściłam przyjacielowi swoje niefortunne chwile w towarzystwie Gabriela. W najbardziej intymnych momentach ja płonęłam ze wstydu, a Will z podniecenia. Dziwnym trafem strasznie go to kręciło. Uważał, że powinnam — tu cytat — „ściskać tę cytrynę, aż wypuści wszystkie soki i zrobić namiętną, słodko-kwaśną lemoniadę”. Tekst o sokach miał podtekst seksualny, a Will zyskał miano króla najgorszych metafor ever. Nie zamierzałam wyciskać z Gabriela żadnych soków. Żadnych!

— Ty wiesz, że on jest nauczycielem — Popatrzyłam na przyjaciela z naganą.

— Na zastępstwie — wytknął.

— Wciąż. To jest nauczyciel.

Chłopak klasnął w dłonie i uśmiechnął się z obłędem w oczach.

— Wiem! I to jest w tym najlepsze!

Jego entuzjazm nieco zmalał, kiedy powiedziałam, że od dzisiaj oficjalnie byliśmy parą. Zważywszy na to, jak potraktował Cassie, to kłamstwo miało być z korzyścią dla nas obojga. 

Telefon Willa zawibrował.

— To mama — powiedział, odczytując SMS-a. — Każe mi wracać. Jacyś goście przyjechali.

Zmarkotniałam.

— Czyli próba odwołana.

— Ta. Dam znać chłopakom.

Dwadzieścia minut później już go nie było. I co ja miałam ze sobą zrobić? Nie musiałam się uczyć ani odrabiać lekcji, przed sobą miałam cały wieczór. Wyglądało na to, że czekał mnie seans The Originals i dokarmianie tasiemca. Mamy nie było, nie miałam nawet psa. Samotność była do bani.

Z nudów weszłam na Facebooka. Założyliśmy fanpage dla naszego zespołu, ale nie cieszył się dużą popularnością. Prowadzeniem zajmował się Martin. Czasami wrzucaliśmy zdjęcia i filmiki z prób, ale nie było dużego odzewu. Zac lubił powtarzać, że to moja wina. To miały być żarty, ale ja brałam wszystko na serio. Byłam charyzmatyczna na scenie i totalnie do bani w kontakcie poza nią. Jako liderka zespołu powinnam być bardziej aktywna, tymczasem mnie interesowało tylko tworzenie muzyki. Martin zapowiedział, że do festiwalu muszę się rozkręcić, inaczej nic z tego nie będzie. 

Z ciekawości weszłam na profil Gabriela. Lubiło go ponad dwanaście milionów osób. 

Dwanaście milionów. Tylko tyle? Dwadzieścia, to jasne. Ale dwanaście? 

Pokręciłam głową. Od takiej ilości gorzkiej ironii mogłam dostać niestrawności.

To był kolejny powód do unikania de Anda. On był gwiazdą, sławą, bożyszczem. Pięknym drogim produktem dla koneserów. Obracał się w towarzystwie innych gwiazd i polityków — i mafii, jeśli miałam być drobiazgowa. Co on robił w mojej szkole? Rozumiałam, że był absolwentem i chwilowo nie brał udziału w rozgrywkach, ale sportowiec, który podpisał kontrakt na czterdzieści osiem milionów dolarów — tak duża suma przerosła możliwości obliczeniowe mojego mózgu, więc nie zamierzałam rozważać, jak kurewsko dużo to pieniędzy — nie powinien trenować leniwych kluch, które zamiast turnieju międzyszkolnego mogłyby wziąć udział w paraolimpiadzie. Dałam mu lajka, co mi tam. Nie mógł się o tym dowiedzieć.

Pogrzebałam jeszcze trochę i znalazłam zdjęcia z dziewczyną z plaży. Moje serce dostało chwilowej arytmii i poczułam gorycz w ustach. Nie znałam się na tym, ale powiedziałabym, że tak smakuje zazdrość. Zazdrość, do której nie miałam podstaw i prawa. Chociaż równie dobrze mógł to być żal — żal, że nie byłam na jej miejscu i, patrząc na jej zdjęcia, nigdy nie miałam być.

Wyglądali pięknie. Okazało się, że dziewczyna miała na imię Francesca, była modelką i trenerką fitness. Spotykali się od dwóch lat. Brukowce prześcigały się w spekulacjach o rychłym ślubie, chociaż jeszcze nie było zaręczyn. W necie wisiały zdjęcia z różnych imprez, na których Gabriel i Francesca wyglądali jak milion dolarów.

To było jego życie. To było jego miejsce. Nie powinnam i nie mogłam z tym konkurować. Dopuszczanie do siebie jakichkolwiek innych myśli było naiwne, świadczyło o głupocie i odsuwało moją uwagę od naprawdę ważnych spraw.

Zamierzałam wymigać się od dalszych treningów. Nie mogłam dalej pomagać. Po prostu nie mogłam.