sarah brianne recenzja nero
Oh my book!

Sarah Brianne „Nero” — recenzja

Ilość zachwytów zachęciła mnie do sięgnięcia po „Nero”. No wiecie, mafia i liceum to tak jakby moja bajka. Jednak w tym przypadku lekko nie było.

„Nero” Sarah Brianne

Do lektury podeszłam z dużym entuzjazmem. Uwielbiam wątek mafii w powieściach romantycznych. Jeśli dodamy do tego pełne hormonów i świeżości liceum, może być ciekawie. Trust me — jestem autorką serii High School Tales. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że w „Nero” to nie wyszło. 

Uwaga, recenzja może zawierać spoilery.

Po pierwszych rozdziałach byłam bardzo blisko napisania negatywnej opinii. Nie mogłam się przemóc. Na samą myśl, że mam wrócić do czytania, czułam niechęć. To źle, bo czytanie powinno sprawiać przyjemność — niekoniecznie bezrefleksyjną tęczowo-jednorożcową radość, ale jakiś rodzaj satysfakcji, która jest ukoronowaniem poświęconego czasu. Aż do fragmentu, w którym Nero wpadł na Elle, wszystko zwiastowało katastrofę. Na szczęście nie było tak źle.

Tytułowy bohater jest jednym z tych ładnych i popularnych, dzierżących niepodzielną władzę chłopców. Nie zwraca uwagi na niższe szczeble drabiny społecznej, rozkoszując się popularnymi dziewczynami, zawsze chętnymi na igraszki w jego łóżku. Jest również synem dona rodziny mafijnej. Podoba mi się sposób przedstawienia jego postaci, chociaż na początku nie umiałam go ocenić. Wyglądało na to, że naprawdę nie miał świadomości, jak dalekie od ideału było życie szkolne Elle. Co więcej: pomimo bycia synem mafii, reprezentował stanowisko braku zrozumienia dla przemocy i prześladowania przypadkowych osób. Wziął ten problem na serio, to duży plus. Momentami sprawiał wrażenie jakby miał podwójną osobowość: szelmowskiego playboya ze szkolnych korytarzy oraz nieodrodnego syna swojego ojca. To nie jest coś złego. Nikt z nas nie jest zawsze taki sam. Nero daje się lubić.

Elle jest biedną dziewczyną, próbującą utrzymać się na powierzchni prywatnego liceum, w którym dominują harpie i piranie. Jest ofiarą przemocy szkolnej, która na własne życzenie nie otrzymuje wsparcia od rodziców. Z kolei nauczyciele mają wyjebane. Znajduje się w złym miejscu, o nieodpowiedniej porze, co wbrew pozorom pozytywnie odmieni jej życie. 

Los splata ścieżki bohaterów w momencie, w którym Elle widzi coś, czego nie powinna. Staje się niewygodnym świadkiem. Od jej podejścia do lojalności i tajemnic zależy, czy przeżyje. Osobą, która to oceni, zostaje Nero.

Nie chcę za bardzo spoilerować, aczkolwiek czuję potrzebę zaznaczenia kilku aspektów.

Po pierwsze: początek historii jest niejasny. Elle jest prześladowana, wygląda na to, że dla zabawy. Nie zrobiła nic, żeby narazić się społeczności szkolnej, jest losowo wybranym kozłem ofiarnym. Dojście do tego wniosku wymagało przeczytania całej książki. Uważam, że zarysowanie tego faktu na początku, ułatwiłoby zrozumienie koncepcji. Z drugiej strony takie poprowadzenie fabuły sprawia, że wszystko jest wyjaśnianie stopniowo, nie ma poczucia, że coś jest za szybko.

Skoro już o tym mowa: Nero nie jest facetem, który traci czas. Dostaje zadanie, wpada na Elle, zaczyna z nią chodzić za rękę, jej to nie przeszkadza. Od zderzenia na korytarzu do I love you do bólu mija maksymalnie tydzień. W pewnym momencie autorka pisze coś o czterech dniach. Ramy czasowe są za wąskie, żeby całość brzmiała wiarygodnie, ale przebieg zdarzeń sprawia, że można to wybaczyć.

Czy warto sięgnąć po tę książkę? Owszem, warto. Przyjemnie umila czas, niesie jakieś przesłanie, sceny seksu działają na wyobraźnię. 

Bohaterowie: nie poczułam więzi, ale to nie znaczy, że są źli. Czułam się bardziej jak obserwator, który śledzi losy dwóch różnych postaci. Autorka nadała bohaterom konkretne cechy, dzięki czemu łatwiej ich odróżnić i zrozumieć ich rolę w powieści. Mają swoje charaktery, które dodają im wiarygodności. To dotyczy także bohaterów dalszoplanowych.

Tytuł: imię głównej postaci męskiej. Po pierwszych rozdziałach można się domyślić, że będą kolejne tomy z pozostałymi bohaterami w rolach głównych.

Okładka: nie podoba mi się. Model nie pasuje, kolorystyka jest mdła. Brakuje wyrazistości.

Długość: w przypadku ciekawych książek nie ma większego znaczenia. Im dłużej, tym lepiej. Tutaj natomiast, chociaż książka jest naprawdę fajna, długość jest wystarczająca. Przez wszystkie strony coś się dzieje, nie ma wrażenia, że powiało nudą i przyszedł moment na przerwę. W kilka godzin pochłonie się całą powieść, mając poczucie dobrze spędzonego czasu.

Ocena końcowa: w serwisie Lubimy Czytać wystawiłam 7 na 10 gwiazdek, czyli ocena „bardzo dobra”. Mogę to podtrzymać, bo naprawdę tak uważam. Chętnie sięgnę po kolejne tomy.