benedetti brothers Salvatore
Oh my book!

Natasha Knight „Salvatore” — recenzja

To zastanawiające, że stosowanie dominacji seksualnej jako sposobu pacyfikowania buntu kobiet niezmiennie cieszy się takim uznaniem. Lista bestsellerów New York Timesa przez wiele lat zdążyła utonąć w ilości pozycji o takiej tematyce. Co ciekawe, rok 2019 nie przyniósł żadnych zmian.

Natasha knight salvatore recenzja opinie benedetti brothers bracia benedetti

Być może nie powinno mnie to dziwić, bo pierwsze wydanie wypuszczono w kwietniu 2016 roku; najwyraźniej szowinizm nadal był wtedy sexy. A że jesteśmy w Polsce i wiele wskazuje na to, że niektóre rzeczy wciąż docierają do nas z opóźnieniem, damscy bokserzy z zaciachami na gwałciciela niezmiennie mają się świetnie.

W październiku miała miejsce premiera powieści „Salvatore” autorstwa Natashy Knight. Na polskim rynku została wydana nakładem Wydawnictwa Papierówka. 

Na portalu Lubimy Czytać ocena ogólna książki to 7.3/10 (stan na 07.02.2020, 401 ocen), czyli całkiem nieźle. Czy zasłużenie? To zależy.

Książka jest napisana w narracji pierwszoosobowej, więc całkiem łatwo wczuć się w emocje bohaterów. Zresztą nie stanowi to żadnego wyzwania, ponieważ autorka mocno spłaszczyła ich charaktery. Celowo używam liczby mnogiej, bo mamy tu perspektywę damską i męską. Poznajemy myśli i rozterki dwóch głównych postaci. W moim odczuciu niewiele to zmienia, gdyż zarówno Salvatore, jak i Lucia, są niezbyt ciekawi.

Salvatore to, mówiąc językiem Okuniewskiej z podcastu „Ja i moje przyjaciółki idiotki”, typ wychowywany przez wilki. Wiecznie krytykowany syn swojego groźnego, zimnego, pozbawionego skrupułów ojca. Z przyczyn w książce niewyjaśnionych, Salvatore jest jego kukiełką, marionetką w teatrze mafijnych porachunków, biernie przyjmującą to, co jej nakażą. Nie stawia się, nie bierze spraw w swoje ręce, wygląda groźnie, ale w praktyce tylko to stanowi jego oręże — to oraz, w zestawieniu z dużo mniejszą i lżejszą kobietą, jego siła fizyczna. Salvatore to taki byczek Fernando: pozornie niebezpieczny, a tak naprawdę ścigany przez własną słabość i wyrzuty sumienia. Obala mit złego morderczego gangstera, walcząc z hodowanym od dziecka wewnętrznym potworem. Próbuje być dobry, co sprawia, że wydaje się nieporadny. Przez pięć lat czuł wyrzuty sumienia względem głównej bohaterki, pozostając obojętnym na krzywdę, którą jego rodzina wyrządzała innym istnieniom. Jest w mafii, nie chce być w mafii, robi to, co mafia mu każe. 

Drugą postacią jest Lucia. Z tej dwójki ona jest ciekawsza. Buntuje się, zadając odpowiednie pytania, reagując adekwatnie do sytuacji, wyprowadzając ciosy, które mogą zaboleć. Ma jasno doprecyzowany plan zemsty. Oddana za dług, przekazana swoim oprawcom jako trofeum, zamierza wziąć sprawy w swoje ręce. Czy jej się uda? Niech gatunek książki stanowi odpowiedź na to pytanie.

Podchodząc do tego tytułu warto mieć na uwadze, że wątek mafijny stanowi jedynie tło dla relacji seksualnej głównych bohaterów. To nie tyle romans, co erotyk, więc sceny zbliżeń są dokładnie opisane i położono na nie spory nacisk. Niemniej nie podoba mi się, że przynajmniej jedną wykorzystano jako sposób Salvatore na spacyfikowanie pyskującej Lucii. Zawstydził ją i upokorzył, a na końcu był bardzo z siebie zadowolony, że na nią „działa”.

Podsumujmy.

Koncepcja fabuły: jest mafia, jest wojna między rodzinami, jest dług. Ceną za spłatę długu jest wolność pierworodnej córki jednej z rodzin gangsterskich. W ten sposób ścieżki głównych bohaterów splatają się nieco poza ich wolą. Oni zaś niekoniecznie chcą na to przystać. Mamy gangstera, który próbuje wszystko załagodzić i dziewczynę, która mu nie ufa. Takie przedstawienie mafii może być ciekawe, bo jest stosunkowo świeże, ale dla osób, które lubią złych i przerażających gangusów nie będzie stanowiło dobrej rozrywki. Z kolei fanki erotyków mogą być usatysfakcjonowane zwierzęcymi relacjami postaci, aczkolwiek majtki same im nie pospadają.

Bohaterowie: nie jest to rodzaj książki, przy której oczekuje się mocno zarysowanych bohaterów, z którymi można się utożsamić. Uczucia i reakcje ma wzbudzać ich relacja, a nie oni sami. Celem jest budowanie odczuwalnego napięcia seksualnego, więc fakt „płaskości” bohaterów nie szokuje. Niemniej byłoby fajnie, gdyby byli bardziej „jacyś”.

Tytuł: to imię głównego bohatera. Bardzo prosty i oczywisty.

Okładka: dużo mięśni, tatuaże i głowa pochylona jak do modlitwy — całkiem niezłe odwzorowanie mężczyzny, który mógłby być tytułowym Salvatore. Do tego zachowano oryginał z amerykańskiego wydania, co dla niektórych może mieć znaczenie.

Długość: kilka godzin i po sprawie. Niecałe trzysta stron całkiem przyjemnej lektury. Nie za długo i nie za krótko. Autorce udało się ująć to, na czym jej zależało.

W skali 1-10 daję 6.