Monster In You,  Wattpad

#MIY — ROZDZIAŁ PIERWSZY

Cel był prosty: pić i się upić. Potrzebowałam resetu, chciałam się zabawić, nie patrząc na konsekwencje, nie bacząc na konwenanse, nie zastanawiając się, czy komuś to odpowiada. Nie zdążyłam przekroczyć progu klubu, a już wiedziałam, że dostanę to, po co przyszłam.

Kiedyś w ogóle nie przejmowałam się tym, co myślą i mówią o mnie ludzie. W chwili obecnej… nadal miałam to gdzieś. Chciałam się sponiewierać, może kogoś wyrwać, może zaliczyć. Nie planowałam żadnych zobowiązań, zakładałam jedynie przyjemność.

Kira i Kora, moje dwie przyjaciółki bliźniaczki, miały czekać w środku. Próbowałyśmy zrobić rezerwację, ale w tej dzielnicy LA piątkowe wieczory były zarezerwowane dla zblazowanych multimilionerów, wciągających kokę diamentową rurką. Szczęściem miało być znalezienie miejsca przy barze. Dokładnie tam chciałam się dopchnąć, co nie było wcale proste. Rozpychałam się łokciami, ignorując bluzgi i krzywe spojrzenia. Spocony, przepity, często zjarany i przyćpany tłum stał mi na drodze do celu. Do północy brakowało ponad dwóch godzin, a już było pewne, że większość z imprezowiczów będzie rzygać przez cały następny dzień, walcząc z kacem-mordercą. Miałam plan podzielić ich los.

Przy barze sytuacja wyglądała równie żałośnie. Nie było nawet jednego wolnego miejsca. Było mi gorąco. Miałam ochotę na zimnego drinka. Nigdzie nie widziałam dziewczyn, więc założyłam, że się spóźnią. To było całkiem w ich stylu, żadna z nas nie należała do punktualnych.

Westchnęłam ciężko i podjęłam próbę sforsowania drogi do baru. Widziałam alkohol, czułam alkohol, chciałam się napić!

— Amy!

Usłyszałam swoje imię, więc odruchowo rozejrzałam się dookoła. Nie byłam w stanie namierzyć źródła dźwięku. Równie dobrze mogło chodzić o kogoś innego. Nie byłam jedyną Amy w mieście.

— Amanda!

Zignorowałam wołanie, widząc, że w jednym miejscu tłum zaczął się przerzedzać. To była moja szansa na dopchanie się do baru. Teraz albo nigdy!

— Suko!

Tym razem byłam pewna, że chodzi o mnie. Ponownie zaczęłam się rozglądać. W końcu zauważyłam Kirę, która stała nieopodal na schodkach prowadzących na piętro dla VIP-ów. Machała jak pojebana, próbując zwrócić na siebie uwagę. Prychnęłam i dałam znać, że zaraz przyjdę. Podeszłam do baru i skinęłam na barmana.

— Whisky z colą! — krzyknęłam, żeby dobrze zrozumiał zamówienie.

Skinął i po chwili otrzymałam swój napój. Nie byłam fanką kolorowych, ozdobionych palemką soczków, które kobiety nazywały drinkami. Egzotycznie brzmiące nazwy i neonowe ciecze smakowały jak słodkie gówno, od którego po pierwszym łyku dostawało się próchnicy. Dzięki, ale nie.

Po dwóch głębszych łykach zaczęłam taranować przejście w kierunku Kiry. Udawała wzburzoną moją opieszałością, ale oczy miała roześmiane. Podparła ręce pod boki i ostentacyjnie tupała nogą. Przewróciłam oczami, wzniosłam szklankę w geście toastu i upiłam kolejny łyk. Whisky przyjemnie paliło przełyk.

— Siema! — Wyszczerzyłam zęby, kiedy podeszłam bliżej.

Kira prychnęła i nachyliła się, żeby dać mi buziaka. Przytuliłam ją lekko i rozejrzałam się z ciekawością.

— Gdzie zgubiłaś CTRL+C?

Przyjaciółka roześmiała się wesoło i szturchnęła mnie w ramię.

— Kora nienawidzi, kiedy tak ją nazywasz.

— Tak samo jak ty nienawidzisz CTRL+V.

Kira skinęła głową i zmrużyła oczy, nie przestając się uśmiechać. Brak reakcji na przezwisko, które jej wymyśliłam, zwrócił moją uwagę.

— Szczerzysz się odkąd cię zobaczyłam. Zdążyłaś się bzyknąć czy ktoś dał ci towar?

— Lepiej — Kira poruszyła konspiracyjnie brwiami i wskazała na schody za swoimi plecami. — Dzisiaj bawimy się tam.

Powiodłam znudzonym spojrzeniem we wskazanym kierunku. Po mojej minie widziała, że czekałam na rozwinięcie myśli.

— Kora wyrwała jakiegoś nadzianego typa. Postawił nam drinka i zaprosił do loży.

Skinęłam głową z uznaniem. Moim największym wyczynem było dopchanie się do baru i zamówienie drinka, który — nomen omen — powoli się kończył. Bliźniaczki w tym czasie wypiły alko, o które nie musiały walczyć plus szykowała im się upojna noc.

— Nie będę piątym kołem u wozu — oznajmiłam stanowczo.

Kira machnęła lekceważąco ręką. Jej pełne piersi, częściowo ukryte pod obcisłą sukienką, drgnęły nieznacznie. Moja przyjaciółka była bujnie obdarzona przez naturę. Chętnie eksponowała swoje atuty, zwykle dzięki temu dostając to, czego chciała. Jej siostra bliźniaczka była praktycznie identyczna, więc nie dziwiło mnie to, że tuż po wejściu do klubu, załatwiły sobie luksusowe warunki. Obie wyglądały jak boginie seksu: okrągłe, gdzie trzeba; szczupłe, gdzie trzeba; z kaskadą blond włosów na głowie. Wyglądałam przy nich jak trzecia, ewidentnie adoptowana siostra. Miałam szczupłą budowę ciała, niezbyt duże piersi i nudne brązowe włosy. Nadrabiałam makijażem, strojem i ujmującym charakterem — no dobrze, nie przesadzajmy, charakter miałam paskudny. 

— Nie będziesz — zapewniła Kira. — Na górze jest tyle żywego towaru, że nie obrobiłybyśmy ich przez tydzień.

Parsknęłam i wolnym krokiem ruszyłam za przyjaciółką. Bliźniaczki poznałam na studiach. Okazało się, że uczęszczamy na ten sam kierunek. Po dwóch imprezach w kampusie okazało się również, że mamy podobne temperamenty i podejście do świata. Szybko nawiązałyśmy przyjaźń, wspólnie spędzając większość wolnego czasu. Ludzie wokół często patrzyli na nas krzywo, zakładając, że byłyśmy tępe, lubiłyśmy się puszczać i rzadko chodziłyśmy trzeźwe. To była tylko częściowo prawda. Byłyśmy pragmatyczne, lubiłyśmy seks i dobry alkohol stanowił naszą grzeszną przyjemność. Nie zmieniałyśmy kochanków co weekend. Żaden nie wydawał się na tyle interesujący, żeby poświęcić mu więcej niż parę chwil obściskiwania. 

Przy wejściu do loży stało dwóch nadmuchanych ochroniarzy. Patrzyli na nas z góry, nie ukrywając pogardy. Oni też uznali, że przyszłyśmy dać dupy bogatym frajerom. Wzgardliwie uniesione kąciki ust miały być substytutem uśmiechu. Uniosłam dumnie głową i zmierzyłam ich oceniającym spojrzeniem. Zauważyłam, że napięli mięśnie, nieprzygotowani na mentalny atak z mojej strony. Nie byłam słaba, nie byłam dziwką i byle jaki ochroniarz, który sam chętnie dobrałby się do moich majtek, nie miał prawa traktować mnie z góry. Z ponurą miną odsunęli się od drzwi i zrobili nam przejście.

Kira szła pewnie przed siebie, nie dając mi czasu na ogarnięcie otoczenia. Wiedziałam, że klub był duży, ale nie sądziłam, że górne piętro prezentowało się równie okazale, co parter. W zasadzie, oddając sprawiedliwość, musiałam przyznać, że było tu zdecydowanie lepiej. Większą część stanowił parkiet, oświetlony przytłumionym światłem. Nie było tu bijących po oczach stroboskopów. Sufit był wyłożony lustrami, co tworzyło ciekawe złudzenie jeszcze większej przestrzeni. Bar znajdował się po przeciwnej stronie drzwi, nieco wyżej niż parkiet. W odróżnieniu od tłumu na dole, tutaj było zaskakująco pusto. Nikt się nie pchał, a barman w spokoju realizował zamówienia, które kelnerzy roznosili po sali. Po chwili zauważyłam, że goście siedzieli w klimatycznych i osłoniętych przed gapiami alkowach, które znajdowały się wzdłuż ścian, dookoła. Byłam pewna, że zmierzamy do jednej z nich, ale tuż za barem Kira nagle skręciła w lewo i okazało się, że znajdowały się tam jeszcze jedne drzwi. Nie zadawałam pytań, nieco zaskoczona rozwojem sytuacji. Przyjaciółka odsunęła się na bok i puściła mnie przodem. Na jej twarzy igrał tajemniczy uśmiech.

— Znowu się szczerzysz — mruknęłam.

Prychnęła i delikatnie popchnęła mnie w plecy. Weszłam do kolejnego pomieszczenia, ale zanim cokolwiek zobaczyłam, uderzył mnie zapach marihuany. Pomieszczenie było nieco zadymione, niezbyt oświetlone i zaskakująco ciche. Nie grała tu żadna muzyka. Jedyny dźwięk stanowiły rozmowy siedzących na sofach ludzi — rozmowy, które w jednej chwili ucichły. Wszyscy, jak na zawołanie, spojrzeli w naszą stronę. Zauważyłam, że kilku mężczyzn włożyło rękę pod marynarkę. Uniosłam brew i spojrzałam za siebie, szukając wsparcia przyjaciółki. 

— Amy! — usłyszałam radosny okrzyk Kory, która zerwała się z sofy i po chwili tuliła mnie w ramionach.

Oddałam uścisk i spojrzałam na przyjaciółkę. Miała lekko roztrzepane włosy i zamglony wzrok. Jej oczy błyszczały nienaturalnie, a na ustach wykwitł szeroki uśmiech. Zauważyłam, że miała nieco pogniecioną sukienkę, która podjechała wyżej niż nakazywała przyzwoitość. Praktycznie widziałam jej skąpe majtki. Kora była pijana, pewnie nawet zjarana. Normalnie by mi to nie przeszkadzało, ale dość szybko oceniłam sytuację. Byłyśmy we trzy w pokoju pełnym przynajmniej ośmiu facetów. Pomieszczenie wydawało się wygłuszone i było oddalone od jakiejkolwiek drogi ucieczki. Lubiłam ryzyko, nie miałam wiele do stracenia, ale tu mi się nie podobało. 

Ignorując milczących mężczyzn, zwróciłam się do Kiry.

— CTRL+C jest nawalona — stwierdziłam fakt.

Kora pacnęła mnie w ramię.

— Ej!

— Jest — przyznała Kira. — Ale zluzuj. Wiemy, co robimy.

Uniosłam brew, pokazując, że nie do końca się z tym zgadzam. Nie zdążyłam głośno wyrazić wątpliwości, kiedy podszedł do nas jeden z mężczyzn i w pewnym sensie przejął ode mnie Korę.

— Jesteś przyjaciółką Kici? — Uśmiechnął się szeroko, obejmując moją przyjaciółkę i przyciągając ją do swojego boku.

Popatrzyłam na niego, nie wierząc własnym uszom. Kira złapała mnie za rękę, chcąc powstrzymać to, co w jednej sekundzie opuściło moje usta.

— „Kici”? — parsknęłam. — Jaja sobie robisz?

Kilku mężczyzn zaśmiało się głośno, przez co nieznajomy poczuł się niezręcznie. Nadal się uśmiechał, ale jego rysy wyraźnie stężały. Nie patrzył już na mnie z uprzejmą ciekawością. Teraz wyglądał tak jakby samo stanie w moim towarzystwie przyprawiało go o mdłości. Uczucie było odwzajemnione, gdyby ktoś mnie pytał. Kora ścisnęła mnie mocniej za ramię. Popatrzyłam na nią, a ona nieznacznie pokręciła głową. Nie wiedziałam, kim byli ci faceci, i coraz mniej mnie to obchodziło. Chciałam się upić i poszukać wrażeń, które dam radę jako tako kontrolować. Aktualnie byłam przekonana, że niektóre sprawy działy się poza moim zasięgiem.

— Ricco, odpuść.

Góra mięsa, która przytulała Korę, posłusznie wróciła na swoje miejsce. Wiedziałam jak miał na imię i nadal go nie lubiłam. „Kicia”, ja pierdolę, facepalm.

Mężczyzna, który odprawił towarzysza mojej przyjaciółki, siedział rozparty za stojącym nieopodal biurkiem. Miał równo ostrzyżone ciemne włosy, śniadą karnację i praktycznie czarne oczy. Do tego ostre wyraźne rysy, z idealnie zarysowaną linią szczęki. Brak zarostu obnażał pełne, zaciśnięte w linię usta. Jedynym jasnym punktem jego osoby była seksownie rozpięta pod szyją koszula. Mankiety wywinął po same łokcie, obnażając wytatuowane przedramiona. Widziałam tylko górną połowę jego ciała, ale mogłam stwierdzić, że był dobrze zbudowany. Szeroka klatka piersiowa, szerokie ramiona — to działało na wyobraźnię. W jednej dłoni trzymał szklaneczkę z alkoholem, w drugiej papierosa. Patrzył na mnie z obojętnością, jakby całe zajście, łącznie z odbywającym się tu spotkaniem, całkowicie go nudziło. Mimo wszystko nie czułam się dobrze pod jego spojrzeniem. Wwiercał mi się w głowę, nawet z tej odległości wywołując dyskomfort. 

Odwróciłam wzrok i skupiłam uwagę na szarpiącej mnie Kirze. Przyjaciółka pociągnęła mnie w kierunku sof, na których siedzili mężczyźni. Miejsca znajdowały się na środku pokoju, tuż za nimi stało biurko. Przed mężczyznami postawiono stolik, pełen szklanek i butelek po alkoholu. Widziałam też popielniczki, skręty oraz mocniejszy towar — białe spódniczki i białe koszulki.

Mężczyźni zrobili nam miejsce, więc mimowolnie usiadłyśmy. Kira dość szybko wylądowała na kolanach kolejnej góry mięsa. Facet bezceremonialnie położył łapsko na jej biuście, ugniatając nieznacznie. Moja przyjaciółka uśmiechnęła się lekko i bez zażenowania złapała go za krocze. Facet był napalony, ona też, dziwne, że jeszcze nie znaleźli sobie pokoju.

Pozostali mężczyźni patrzyli na mnie wyczekująco. Zrobiło się niezręcznie. Byłam pewna, że całą sobą zdradzałam brak zainteresowania ich osobami. To był typ ludzi, których wolałam unikać. Nie wiem, czego się spodziewali. Dwie z nas zajmowały się dwoma z nich. Pewnie ja też miałam sobie kogoś wybrać, ale nie miałam na to ochoty.

— To co? Przyszłyście się zabawić? — Jeden z facetów rozparł się na sofie i posłał mi lekki uśmiech.

W odpowiedzi ja również rozparłam się na sofie i z identyczną miną powiedziałam:

— Zdaje się, że mamy różne definicje zabawy — Skinęłam w stronę stolika.

Moja postawa wyraźnie go rozbawiła. Uśmiechnął się nieco szerzej i bezceremonialnie sięgnął po torebkę z amfą.

— Przeszkadza ci to?

Wzruszyłam ramionami.

— Nie.

— Ale? — Słusznie zauważył, że miałam jakieś „ale”.

— Ale nie potrzebuję tego.

Skinął głową i napił się swojego drinka.

— Zamówić ci coś? — Wskazał na moją pustą szklankę.

Zawahałam się o moment za długo, bo parsknął krótkim śmiechem.

— Bez wkładki, sam alkohol.

Miło, że nie planował niczego dosypywać. Nie ufałam mu, ale nadal chciałam się napić.

— Whisky z colą.

Uniósł brew, ale nie skomentował. Reszta mężczyzn przestała nas słuchać i zajęła się swoimi sprawami. Bliźniaczki obłapiały swoje ofiary, a facet za biurkiem przyglądał się nam bez słowa.

Dosłownie po chwili do pokoju wszedł kelner, niosąc mojego drinka. Nie wiem jak ten koleś to zrobił, ale udało mu się zrealizować zamówienie bez ruszania się z miejsca. Nawet jeśli zauważył moje zdziwienie, nie zareagował. Punkt dla niego.

— Stefano — Wyciągnął dłoń w moją stronę. 

— Amanda — Stanowczo odpowiedziałam na uścisk.

— Podobasz mi się — przyznał.

Szybki był. Spodziewałam się takiego wyznania dopiero po drugim drinku.

— Wiem — przyznałam bez uśmiechu.

Stefano zaśmiał się głośno, szczerze rozbawiony.

— „Wiem”? Może jakieś „dziękuję”?

Wzruszyłam ramionami, nie kłopocząc się odpowiedzią. Przebieg wieczoru był zaskakujący i całkowicie nieprzewidywalny. Jedyne, czego byłam pewna, to, że nie grozi mi kac-morderca. Nie mogłam się schlać, bo ktoś musiał pilnować bliźniaczek. Zazwyczaj ich nie niańczyłam, ale zazwyczaj nie siedziałyśmy w loży VIP z bandą napalonych i naćpanych kolesi.

Wymianę zdań przerwał nagły napływ nowych osób. Do środka weszło kilka skąpo ubranych dziewczyn, które dość szybko ulokowały się na kolanach konkretnych facetów. Jedna z nich usiadła na kroczu Stefano, bez skrępowania ocierając się o jego rosnące podniecenie. Puścił mi oko i zaczął się z nią całować. Przewróciłam oczami i rozejrzałam się dookoła. Wyglądało na to, że byłam w samym środku czegoś, co docelowo miało być orgią. Dołączyli kolejni mężczyźni i kolejne kobiety, zaczynało robić się tłoczno i głośno. W sumie na sofach siedziało teraz około dwudziestu osób. Jedni rozmawiali, inni się całowali, jedna dziewczyna przymierzała się do zrobienia loda. To była pora, żeby się zmyć. Lubiłam się bawić, ale po swojemu.

Podeszłam do Kiry, przerywając jej w połowie zdejmowania facetowi koszuli.

— Wychodzę — oznajmiłam krótko.

Zmarszczyła brwi i rozejrzała się dookoła, jakby nie rozumiała, o co mi chodziło. Była trzeźwa, wiedziała, co robi. Nie zadawała pytań, tylko po chwili skinęła głową. Wskazałam na Korę.

— Pilnuj siostry.

Kira parsknęła krótko.

— Tak jest, mamo.

Pokazałam jej środkowy palec.

— Będziemy w kontakcie.

Nie czekając na odpowiedź i bez oglądania się za siebie, ruszyłam w kierunku wyjścia. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Powietrze było tak naładowane seksualnym napięciem, że czułam jak włoski na moich rękach stają na baczność. To mogłoby być niezłe doświadczenie, może nawet przygoda, gdyby nie fakt, że były gówna, których nie tykałam, bo śmierdziały. Orgie z dealerami to jedno z tych gówien.

Wyszłam z pokoju, tuż na tyły baru sali głównej. W jednej chwili uderzyła we mnie muzyka i zupełnie inna atmosfera. Tutaj dawało się oddychać. Nie śmierdziało dragami i nikt nikomu nie ciągnął na moich oczach. Przez ułamek sekundy pomyślałam, że może jednak mogłabym się upić. Finalnie postanowiłam jedynie wychylić rozchodniaka. Podeszłam do baru, wsunęłam się na stołek i uśmiechnęłam do młodego barmana.

— Whisky z…

Nie zdążyłam dokończyć, kiedy postawił przede mną drinka. Zaimponował mi, musiałam to przyznać. Albo umiał czytać w myślach, albo…

— Na koszt firmy, od szefa — Uśmiechnął się barman.

Popatrzyłam na whisky i westchnęłam. Sama płaciłam za swoje drinki, nie lubiłam, kiedy ktoś mi stawiał.

— Skąd szef wiedział, że będę piła?

Barman uśmiechnął się lekko.

— Nie wiedział.

— A skąd wiedział, że whisky z colą?

W odpowiedzi chłopak wskazał w stronę drzwi za barem. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Jeden z ciemnych typków był właścicielem klubu. Jakby się zastanowić, było to całkiem logiczne.

— Podziękuj szefowi — Wzniosłam szklaneczkę w geście toastu.

Chłopak ponownie nie odpowiedział, uśmiechając się tajemniczo. Cóż, wszystko jedno: whisky to whisky, nie zamierzałam tracić okazji do napicia się.

— No proszę. Czyli jednak umiesz dziękować.

Głęboki męski głos zwrócił moją uwagę. Na stołek po mojej prawej stronie wsunął się tajemniczy mężczyzna zza biurka. Mimowolnie gwałtownie nabrałam powietrza. Otaczał go odurzający zapach wody kolońskiej. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego, to była całkiem nowa nuta. Tak jakby facet miał swoją własną uzależniającą woń. Jego aura również była przytłaczająca. Poczułam jakby ktoś odciął dopływ tlenu. Na moim ciele wykwitła gęsie skórka. Mimo to pozwoliłam sobie na zlustrowanie go wzrokiem. Światło z sali głównej ujawniło więcej szczegółów jego wyglądu. 

Facet robił wrażenie. Oczy miał tak czarne, że nie widziałam jego źrenic, czego nie mogłam zwalić na dragi, bo wyglądał na całkowicie trzeźwego. Bez skrępowania nachylał się w moją stronę, świadomie nade mną górując. Chciał mnie zdominować, nie podobało mi się to. Koszula tak precyzyjnie opinała jego ciało, że bałam się, że materiał nie wytrzyma. Na jego szyi zauważyłam złoty łańcuszek z krzyżykiem. Widoczny fragment klatki piersiowej był wolny od tatuaży, co było słusznym posunięciem, bo podejrzewałam, że takie ciało nie wymagało dodatkowych ozdób. Nadal się nie uśmiechał, ale fakt, że postawił mi drinka, obalał mit o obojętności.

— Za alkohol tak, za słabe komplementy nie.

Nie odpowiedział. Odchylił się nieco i, nie odrywając ode mnie wzroku, machnął na barmana, który bez słowa podał odpowiedni trunek. Cóż, najwyraźniej szef miał swojego ulubionego drinka, o którym wszyscy wiedzieli. Spojrzałam na zawartość jego szklaneczki i parsknęłam krótkim śmiechem.

— Whisky z colą? Serio?

Znowu przemilczał. Nawet nie wzruszył ramionami. Po prostu na mnie patrzył. Był atrakcyjny i pociągający, nie mogłam temu zaprzeczyć. Rekompensowało to jego dziwny sposób bycia.

— Twoim przyjaciółkom nic nie będzie — oznajmił po chwili.

Zmarszczyłam brwi i posłałam mu uważne spojrzenie.

— A mówisz mi o tym, bo…?

— Bo to jest to, co chcesz usłyszeć.

W jednej chwili zaschło mi w ustach. Pokręciłam głową, popijając chytrze drinka.

— Ja nie chcę tego usłyszeć. Ja chcę, żeby to był fakt.

Nieznajomy pokiwał wolno i napił się whisky, nadal nie odrywając ode mnie wzroku. Zaczęłam wiercić się na krześle. Zapach jego perfum drażnił mnie w nozdrza, a spojrzenie sprawiało, że czułam rozlewające się po ciele gorąco.

— Widziałaś, co się działo w moim biurze?

— Widziałam. I co?

— Widziałaś, co było na stolikach?

Zastanawiałam się, do czego zmierzał. Po krótkiej chwili do mnie dotarło, że badał teren. Dawał mi do zrozumienia, że jeśli będę milczeć i nikomu nie powiem o narkotykach, moim przyjaciółkom nie stanie się krzywda. Mówiłam, że pewnych gówien lepiej nie tykać.

— Amfa i zioło. Pewnie gdybym się lepiej przyjrzała, to znalazłabym ecstasy i kokę.

— Pewnie tak — zgodził się ze mną, nawet nie mrugnąwszy okiem. — Przeszkadza ci to?

— Mam to gdzieś. Róbcie, co chcecie. 

Po raz pierwszy na jego twarzy pokazało się coś na wzór uśmiechu. Było to tak krótkie i ulotne, że przez chwilę myślałam, że sobie to tylko wyobraziłam. Ponura wersja wzbudzała zainteresowanie, ale uśmiechnięta działała odurzająco. Facet na pewno wiedział, że się podobał i podejrzewałam, że korzystał z tego na maksa. Nie lubiłam takich typów: pewnych siebie, przekonanych o swojej zajebistości, co drugi dzień bzykających inne panny. Wydawało mi się, że to tak ładnie zapakowane choroby weneryczne, które na dodatek gardzą płcią przeciwną. Nigdy nie bzykałam się z kimś, kto nie miał szacunku do kobiet. Faceci, którym laski same wskakiwały do łóżek, bardzo rzadko mieli ten szacunek. To z góry przekreślało moje zainteresowanie ich osobą.

— Kupujesz czy sprzedajesz? — zapytałam od niechcenia.

— To złożony biznes — odparł wymijająco.

Osoba, która słuchałaby nas z boku, mogłaby uznać, że byliśmy parą znajomych, rozmawiających o pracy. Tymczasem ja nawet nie znałam jego imienia.

— Istnieje duże prawdopodobieństwo, że mój towar właśnie ściąga jakieś dzieciaki na samo dno.

Dopiłam whisky do końca, ciesząc się, że będę mogła przerwać tę wątpliwej jakości dyskusję. Wierzyłam, że bliźniaczki sobie poradzą. Nie było najmniejszego powodu, żebym przebywała w tym klubie choćby minutę dłużej. Usiadłam przodem do nieznajomego i westchnęłam.

— Słuchaj, dzięki za drinka. Fajny masz klub. Zamów bliźniaczkom taksówkę. Miło było poznać.

Odwróciłam się, żeby odejść, ale złapał mnie stanowczo za przedramię. To było tak nieoczekiwane, że praktycznie się potknęłam. Zwróciłam w jego stronę zaskoczone oblicze. Szarpnęłam się, ale nie puścił. Posłałam mu gniewne spojrzenie. Nie zrobiło na nim wrażenia. Uścisk nie zelżał nawet odrobinę. Pociągnął mnie, zmuszając, żebym usiadła z powrotem. Przysunął swój stołek do mojego. Nasze twarze dzieliło zdecydowanie za mało centymetrów. Z bliska wyglądał równie atrakcyjnie, a jego zapach był bardziej intensywny.

— Podobasz mi się.

Przewróciłam oczami, zanim zdążyłam się powstrzymać.

— Nie podziękuję za to — zastrzegłam od razu i ponownie spróbowałam wyswobodzić rękę.

— Masz niecodzienne podejście do życia. Ignorujesz nawet to, że moje dragi mogą kogoś zabić.

To zaczynało być denerwujące.

— O co ci chodzi? — jęknęłam. — Puść mnie i zajmij się swoim „złożonym biznesem”. Chcę iść do domu.

Nie odpowiedział. Zamiast tego przyciągnął mnie jeszcze bliżej, pochylił głowę i schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Zdrętwiałam, chociaż nie zapanowałam nad dreszczem, który przeszedł przez moje ciało. Może jednak się pomyliłam, może jednak był pijany.

— Twoje dragi nie mogą nikogo zabić — powiedziałam bez namysłu, byle zmusić go do reakcji i zmiany pozycji. — Nie każesz ich nikomu brać. Nie wbijasz im igieł i nie robisz kresek, które wciągają. To ich wybór.

Przez chwilę nie reagował. Kiedy jednak odchylił głowę, po raz kolejny miałam szansę zobaczyć jego uśmiech. Miał egzotyczną urodę. Byłam pewna, że płynęła w nim włoska krew. Miałam pewne podejrzenia, co do jego pochodzenia, ale nazywanie tego głośno, czyniłoby ten absurd bardziej realnym.

Uścisk na moim przedramieniu zelżał. Zamiast tego chwycił moją dłoń, a jej wierzch przystawił sobie do ust. Poczułam lekki jak muśnięcie pocałunek. Facet umiał kokietować, byłam pewna, że wszystkie laski mu ulegały. Mnie samej ciężko było się wzbraniać.

Grazie — powiedział cicho.

Zmarszczyłam brwi i wyrwałam rękę. Chciałam stąd odejść.

— Za co?

Nieznajomy nieznacznie przekrzywił głowę, wodząc wzrokiem po mojej twarzy, najwięcej czasu poświęcając oczom. Cokolwiek w nich zobaczył, przekonało go, że mówiłam to, co myślałam.

— Za zrozumienie.

Prychnęłam, nie próbując się powstrzymać. Nie zamierzałam wdawać się w dyskusję. Moje podejście było dalekie od zrozumienia, ale nie chciałam wyprowadzać go z błędu. Miałam centralnie wyjebane na to, kim był i czym się zajmował dopóty, dopóki jego osoba nie stała mi na drodze. Teraz na niej stał, w zasadzie powstrzymywał mnie przed następnym krokiem, a to robiło się niewygodne.

— No fajnie. Mogę już jechać?

Cały wieczór trafił szlag. Plan był prosty i nie udało mi się nawet coś tak banalnego jak nawalenie się jak szpadel. Nastrój poszedł się jebać, bliźniaczki pewnie faktycznie się jebały, a ja miałam filozoficzną dysputę z dealerem narkotykowym pochodzenia włoskiego. To był jakiś, kurwa, dramat.

— Odwiozę cię.

Pokręciłam głową.

— Nie, dzięki. Sama…

— Postanowione.

W jednej chwili zsunął się ze stołka i pociągnął mnie za sobą. Był wysoki, a dolna połowa jego ciała była irytująco idealna jak górna. Długie i dobrze zbudowane nogi były ukryte pod czarnym eleganckim materiałem. Musiałam unieść głowę, żeby móc widzieć jego twarz. Złapał moją dłoń, splatając nasze palce. Miał ciepłą, suchą i delikatną skórę. Z boku wyglądało to tak, jakbyśmy byli parą. Zastanawiałam się, gdzie zniknął powściągliwy i obojętny mężczyzna, który obserwował mnie zza biurka. Na jego miejscu pojawił się konkretny i zdecydowany temperamentny Włoch.

— Czekaj — Próbowałam go zatrzymać, zapierając się stopami. — Nie musisz. Poradzę sobie. Dzięki za drinka, ale…

Zatrzymał się gwałtownie i stanął do mnie przodem. Jego oblicze było pochmurne i stanowcze. Mimowolnie przełknęłam ślinę. Poczułam wobec niego respekt i zaczęłam rozważać, czy ten wieczór dobrze się dla mnie skończy. Ludzie wokół nie reagowali na zajście, a niektórzy wręcz słali w stronę mężczyzny uśmiechy i pozdrowienia.

— Ze mną się nie dyskutuje.

Mocniej ścisnął moją dłoń, powodując ból. Wykrzywiłam twarz w grymasie. Jednocześnie uniosłam brew, nie wierząc w to, co usłyszałam. 

— Chyba kpisz. Nie jestem jakąś jebaną zabawką, którą możesz przekładać z kąta w kąt. Sama przyszłam i sama wyjdę.

Uśmiechnął się krzywo, unosząc jeden kącik ust. Jego czarne oczy pozostały poważne.

— To się jeszcze okaże, bella.

W tym momencie przesadził. To nie było śmieszne, ani nawet straszne. To było tandetnie żałosne. W jednej chwili postanowiłam zakończyć tę szopkę. Należało znaleźć jakieś wyjście.

— Muszę do łazienki.

Zmarszczył brwi, słusznie doszukując się drugiego dna. Zachowałam pokerową twarz, nie dając nic po sobie poznać. Pociągnął mnie w stronę wyjścia, wskazując korytarz prowadzący do łazienek. Skrzyżował ramiona i nie odrywał ode mnie wzroku, kiedy szłam do damskiej toalety. Musiałam coś wymyślić i to szybko. Dyskretnie rozglądałam się dookoła, żeby znaleźć jakieś rozwiązanie, a kiedy weszłam do łazienki, niemal podskoczyłam ze szczęścia. Na ścianie znajdował się mój ratunek.

Nie zastanawiając się za długo, ściągnęłam szpilki, chwyciłam za obcas i szybkim ruchem zbiłam szybkę alarmu przeciwpożarowego.

Po całym klubie poniósł się dźwięk syreny, a ze zraszaczy polała się woda. Usłyszałam piski i krzyki, to był totalny chaos. Próbowałam działać metodycznie i panować nad emocjami, ale nie umiałam powstrzymać galopującego z nerwów serca. Ściągnęłam drugiego buta, żeby móc szybciej uciekać. Wychyliłam się przez drzwi i wpadłam prosto na rozwścieczonego nieznajomego. Chwycił mnie mocno za ramię i przyciągnął do swojej twarzy. Woda ściekała mu z włosów, a mimo to wyglądał atrakcyjnie, bez sensu. W innych okolicznościach mogłabym podziwiać dzieło matki natury, bo ulepiła kawał niezłego ciastka. Teraz jednak byłam za bardzo zdenerwowana.

— Niezła próba — wysyczał.

Byłam pewna, że na moim ręku zostaną ślady. Mężczyzna pociągnął mnie za sobą i za chwilę znaleźliśmy się z powrotem na sali głównej. Rozejrzałam się dookoła, odnotowując skutki moich działań. Alarm narobił niezłego zamieszania. Ludzie byli przemoknięci, tłoczyli się przy wyjściu. Niektórzy się przewrócili i usiłowali wstać, stoliki były poprzewracane, szkło potłuczone. Rozmiar szkód był trudny do ocenienia, ale wyglądało to nieciekawie.

Nieznajomy zaklął i rzucił mi ostre spojrzenie. Przez chwilę odczułam skruchę, ale kiedy ponownie zaczął mnie szarpać, nie bacząc na sprawiany mi ból, żałowałam, że nie da się drugi raz wszcząć takiego samego alarmu. Na dodatek szłam na bosaka i musiałam uważać na szkło, które gęsto wyścielało cały parkiet.

— Tristan!

Jeden z mężczyzn, których widziałam w towarzystwie Stefano, biegł z pytaniem, wymalowanym na twarzy. Mój oprawca zatrzymał się, żeby wysłuchać szybko wykrzykiwanych włoskich słów, z których nic nie mogłam zrozumieć. Przynajmniej dowiedziałam się, jak miał na imię. Zaklął i ponownie spojrzał na mnie z żądzą mordu w oczach. Przestraszyłam się. Chciałam się odsunąć,  ale jego stalowy uścisk mi to uniemożliwiał. Wyglądało na to, że coś rozważał. Ostatecznie przyciągnął mnie do siebie i zmusił do spojrzenia w oczy.

— Znajdę cię. A jak cię znajdę to zapłacisz mi za to.

Uwolnił mnie i szybkim krokiem ruszył za swoim człowiekiem. Nie zastanawiałam się długo. Puściłam się biegiem do wyjścia, ciesząc się z nagle uzyskanej wolności oraz faktu, że tłum spanikowanych imprezowiczów zaczął się przerzedzać. Jeszcze większej ulgi zaznałam, widząc totalnie przemoczone, ale bezpieczne bliźniaczki. Złapałam je za dłonie i pociągnęłam w stronę postoju taksówek. Rzuciłam adres kierowcy i z poczuciem oszołomienia patrzyłam na zmieniający się za oknem widok.

Wracałyśmy do domu, ale słowa wypowiedziane przez Tristana nadal dźwięczały mi w uszach.