born in blood mafia chronicles
Oh my book!

Cora Reilly „Złączeni honorem” — recenzja

Nawet w piersi zimnego drania bije serce. Ona zamierza wślizgnąć się do jego. Jakby… serio?

Dzisiaj na tapet bierzemy serię „Born in Blood Mafia Chronicles” autorstwa Cory Reilly. Książki cieszą się sporym uznaniem czytelniczek, więc postanowiłam po nie sięgnąć. Dodatkowo bardzo osobiście traktuję wątek mafii w powieściach obyczajowych oraz romantycznych.

Na pierwszy ogień poszedł pierwszy tom, czyli „Złączeni honorem”.

Są tu dwa walczące ze sobą obozy, które w obliczu wspólnego wroga postanawiają zawrzeć sojusz. Jedyny sojusz, który ma rację bytu, zawiązuje się poprzez więzy krwi. W ten sposób główna bohaterka Aria zostaje zmuszona do zaaranżowanego małżeństwa z głównym bohaterem Lucą. Jak to zwykle bywa w przypadku związków z rozsądku, ich relacje są dalekie od idealnych, na wyrost można je określić przyzwoitymi.

Pierwsze dwadzieścia pięć procent książki (mogę być precyzyjna, bo czytałam e-booka) dotyczy strachu Arii w związku z nocą poślubną. Fabuła skupia się na tym, że ona nie chce, a on ma prawo zmusić ją do seksu. Tak, dobrze przeczytałaś: ma prawo ją zmusić. 

Dlaczego, do diaska?

Otóż obraz mafii w książkach pani Reilly jest mocno szowinistyczny. Mamy tutaj pozbawionych skrupułów i emocji tyranów, najczęściej chowanych twardą ręką przez równie wykolejonych emocjonalnie samców. W efekcie rola kobiety sprowadza się do bezszelestnego zaspokajania chuci mężczyzn, rodzenia (najlepiej męskich) potomków i bycia wizytówką domu. W obrębie małżeństwa gwałt jest jak najbardziej akceptowalny, mężowie mogą mieć kochanki, a przemoc fizyczna jest rodzajem dawania nauczki. Hitem jest tradycja, która nakazuje pokazać całej rodzinie zakrwawione po nocy poślubnej prześcieradło — dowód dziewictwa kobiety.

Przyznam, że książkę przeczytałam szybko, ale umęczyła mnie okrutnie. Nie jestem feministką, ale tak przedmiotowe traktowanie kobiet, łącznie z propagowaniem kultury gwałtu, to coś, co psuło przyjemność lektury.

Mamy tu również wulgarne opisy seksu. Są w porządku i pasują do gatunku, który określa całą serię.

Bohaterowie: już od pierwszych stron jest ich wielu i są dość dobrze zarysowani, co pozwala wysnuć słuszny wniosek, że pani autorka napisze kilka tomów mafijnych przygód. Główni bohaterowie pierwszej części — Aria i Luca — dają się lubić. Aria ma poczucie obowiązku względem rodziny i rozumie, do czego ją wychowano. Nie walczy z losem, próbuje jak najwięcej wypracować na plus. Z kolei Luca został przedstawiony jako zimnokrwisty groźny morderca, którego wszyscy się boją, jest zdolny skręcić kark gołymi rękoma. Zaskakuje zatem fakt, że od pierwszych chwil Aria ma u niego dużą taryfę ulgową. Niemniej rozumiem, że nie dało się inaczej tego przedstawić. W przeciwnym razie nie byłoby szansy na romans. Bohater miał być złym człowiekiem, ale dla ukochanej kobiety zrobił wyjątek. Wzruszające, prawda?

Tytuł: może za szybko czytałam, ale nie rozumiem, gdzie w tej historii jest mowa o honorze. Mafia ma biznes do załatwienia i wykorzystuje do tego ciało i godność głównej bohaterki. Jest rodzajem towaru w handlu wymiennym, który godzi się odegrać swoją rolę.

Okładka: mi się nie podoba.

Długość: standardowa. Czyta się szybko, nic się nie ciągnie, ale i nie pragnie się więcej (przynajmniej w moim przypadku tak było).

Ocena końcowa: niezmiennie wkurza mnie obraz kobiet i ich znikoma wartość dla rodzin mafijnych. Nie mają prawa głosu i decydowania o sobie, ich ciało nie jest ich, pozbawiono je godności. Nie walczą z tym, bo tak je wychowano. Godzą się na los i oddają serca tyranom. Na szczęście owi tyrani są bohaterami romansu, więc wszystko dobrze się kończy. Przeczytałam kolejny tom, sytuacja jest bardzo podobna.

W skali 1-10 daję 5.