Nie rób niczego, czego będziemy żałować
Bardzo zły wilk,  Wattpad

BZW — 002. W pokoju bez klamek

Sky otworzyła usta z zamiarem krzyku. Nabrała powietrza, ale nie wydała żadnego dźwięku. Nie mogła się odważyć. Wokół było tylu ludzi, ktoś na pewno by jej pomógł! Czy naprawdę nikt nie widział, że została schwytana? Mimo strachu, poczuła wątpliwości. 

Stojący przed nią mężczyzna nie robił nic, żeby ją zatrzymać. Przytrzymywał ją za ramiona, przez jej ciało przechodziły dreszcze, ale nie trzymał jej kurczowo. Jego dotyk był jak małe wyładowania elektryczne na jej skórze. Odczuwała strach i przyjemność, co było bardzo mylące i wywoływało dyskomfort. Gdyby bardzo chciała, mogłaby się wyrwać i odsunąć. Rzecz w tym, że nie była w stanie wykonać najmniejszego ruchu. 

— Spokojnie — Mężczyzna przemówił kojącym tonem. — Nic ci nie zrobię.

Miał głęboki aksamitny głos. Mógłby wydawać rozkazy, przewodząc armii. Mógłby szeptać słowa miłości, zamknięty w sypialni. Sam jego głos był jak najczulsza pieszczota. Ciało Sky zaczynało się relaksować, kiedy jej umysł nadal pracował na najwyższych obrotach. Patrzyła w zielone oczy, poprzecinane złotymi refleksami. Nieznajomy był sporo wyższy od niej, ledwo sięgała mu do ramienia. Miał silne, umięśnione, pokryte licznymi tatuażami ręce. T-shirt z krótkim rękawem i przylegające do nóg materiałowe spodnie to strój, który idealnie eksponował atletyczną budowę jego ciała. Z bliska był jeszcze bardziej przystojny i onieśmielający. Pachniał wprost obłędnie. Wyglądał na starszego od niej, a jego oczy nosiły znamiona dojrzałości, nabywanej przez lata, stara dusza w młodym ciele. Na jego twarzy nie było śladu uśmiechu, a ładnie wykrojone usta, otoczone modnie przystrzyżoną brodą, zacisnął w cienką linię. Letni wiaterek bawił się jego długimi włosami, raz po raz przysłaniając twarde spojrzenie, które ulokował na Sky. 

Odniosła wrażenie, że z jakiegoś powodu był na nią zły, a już na pewno mocno niezadowolony. To było absurdalne, biorąc pod uwagę, że w pewnym sensie to on ją prześladował.

Jako jeden z wielu, należałoby dodać.

— Puść mnie — poprosiła cichym głosem.

Ona też była na siebie zła. Drażniła ją własna słabość. Powinna się wyrwać, dać mu w twarz, krzyczeć, zwrócić na siebie uwagę przechodniów. Powinna zrobić cokolwiek, a nie tylko stać oniemiała, zdana na łaskę i niełaskę obcego mężczyzny.

Nieznajomy westchnął i powoli opuścił ręce. Zrobił krok w tył, dając Sky więcej przestrzeni. Przez chwilę rozważała opcję rzucenia się do ucieczki, ale była przekonana, że dogoniłby ją bez większych problemów.

— Nie rób niczego, czego będziemy żałować — zastrzegł, unosząc jedną brew.

Bez problemu przejrzał jej zamiary. Przełknęła ślinę. Opuściła głowę, nie mogąc dłużej znieść jego wzroku.

— Kim jesteś? — zapytała nieśmiało, nerwowo pocierając ramiona. — Czego ode mnie chcesz?

Mężczyzna westchnął i przetarł twarz dłonią, nagle zmęczony całym zajściem. Sprawiał wrażenie kogoś, kto lubił sprawować kontrolę. Najwyraźniej teraz nie wszystko szło po jego myśli.

— To nie będzie takie proste — mruknął.

Sky poczuła irytację. Nie rozumiała swoich uczuć. Z jednej strony bała się i chciała uciekać, a z drugiej uwierała ją świadomość, że w jakiś sposób kogoś zawiodła. Jakby absurdom nie było końca, tym kimś był jej prześladowca. Czuła silną potrzebę wyjaśnienia, wybronienia się. Chciała akceptacji. Chciała, żeby ją docenił. Silne przyciąganie, którego nie rozumiała, kazało jej zaspokoić jego potrzeby i ukoić nerwy. Brak kontroli nad własnymi emocjami był irracjonalny i niebezpieczny.

— Co nie będzie proste? Nie możesz po prostu powiedzieć, dlaczego za mną chodzisz? Czego chcesz? Kim jesteś? Przysłał cię Angel? Kim jest Angel? Ja…

— Dość — przerwał stanowczym tonem, dosłownie zamykając jej usta. — Rozumiem, że masz wiele pytań, ale to nie miejsce i czas na takie rozmowy.

Sky pokręciła głową z niedowierzaniem. W miejscu, w którym wcześniej trzymał ją nieznajomy, skóra mrowiła tak intensywnie, że nieświadomie drapała się do krwi. Mężczyzna złapał ją za dłonie i powstrzymał przed czynieniem dalszych szkód. Owionął ją zapach pomarańczy, imbiru i palonego drewna, przynosząc ukojenie. Nie umiała wyjaśnić, co się wydarzyło, ale była wdzięczna za spokój, który tak nagle na nią spłynął.

W co ona się wplątała. I najważniejsze: jak

Jeszcze dwa dni temu była zwykłą nastolatką, a jej największym problemem były koleżanki w szkole.

Jak na zawołanie tuż za plecami nieznajomego pojawiła się Uma. Serce Sky ponownie zaczęło bić z zawrotną prędkością. Nie miała jak powstrzymać przyjaciółki przed podejściem, a bardzo nie chciała jej mieszać w te podejrzane sprawy. Przynajmniej nie bardziej niż już to zrobiła.

— Sky — zaświergotała Uma. — Miałaś iść do domu. Co tu jeszcze robisz? Spóźnisz się.

Sky była wdzięczna za starania przyjaciółki, ale czuła, że to bezcelowe. Mężczyzna nawet nie drgnął. Wyglądał na nieporuszonego, ledwo dostrzegając pojawienie się kolejnej osoby. Niemniej dziewczyna czuła, że to tylko pozory. Ktoś taki jak on na pewno był świadomy otoczenia. Nic nie mogło umknąć jego uwadze.

— Przedstawisz mnie swojemu znajomemu? — nalegała Uma.

Sky otworzyła usta, ale zaraz je zamknęła. Zmarszczyła brwi. 

Jak w dyskretny sposób przekazać, że ten człowiek był jednym z oprychów, którzy nagabywali ją w zaułku? 

Chociaż, być może, on akurat był tym czarnym wilkiem, który w pewnym sensie uratował jej skórę. Tak czy inaczej, brzmiało to źle i było niebezpieczne dla Umy. 

Zanim zdążyła spreparować sensowną odpowiedź, wyręczył ją sam mężczyzna.

— Mam na imię Hunter.

Sky zassała powietrze przez zęby i odruchowo zrobiła krok wstecz. Jej reakcja nie pozostała niezauważona. Uma zachowała uprzejmy uśmiech, chociaż jej spojrzenie nabrało ostrości. Hunter z kolei zmarszczył brwi w niezadowoleniu. W zasadzie bez przerwy był nachmurzony, więc kolejny grymas niewiele zmienił.

Sky poczuła nawracający atak paniki. 

Hunter! 

Czy to nie tak Angel zwrócił się do czarnego wilka? Wilka, którego sierść miała kolor włosów stojącego przed nią mężczyzny? Jedynie kolor oczu był teraz bardziej ludzki. 

Jakkolwiek niedorzeczne mogło to być, Sky była pewna, że stał przed nią wilk w człowieczej skórze. Człowiek, który od czasu do czasu zmieniał się w wilka. W każdej opcji brzmiało to źle. Jeśli dodać do tego fakt pełni księżyca, panika była uzasadniona.

— To niemożliwe — wyszeptała Sky, na co Hunter spojrzał na nią ostrzegawczo.

— Hunter! — wykrzyknęła Uma nieco zbyt entuzjastycznie. — Miło cię poznać. Ja jestem Uma, najlepsza przyjaciółka Sky.

— Wiem — odparł od razu, nie patrząc w jej kierunku.

Uma zmarszczyła nieco brwi, ale nie dała się sprowokować. Była bystrą dziewczyną i czuła, że coś było nie tak. Dyskomfort Sky zagęszczał atmosferę w namacalny sposób. Ten wielki facet musiał być tego źródłem, a ona, jak na dobrą przyjaciółkę przystało, postanowiła włączyć się do bitwy. Jeszcze nie wiedziała, z kim i o co walczyły, ale nie zamierzała zostawić Sky w potrzebie.

— Doprawdy? A skąd?

Jeśli mężczyzna odczuł zmieszanie, nie dał nic po sobie poznać. Mógł wiedzieć, kim była Uma, ale nie potrafił tego wyjaśnić. Nie, jeśli jego pochodzenie miało pozostać tajemnicą. Został przyłapany na kłamstwie i musiał wyjść z tego z twarzą. 

— Sky mi powiedziała — odparł po chwili.

Sky uniosła gwałtownie głowę i została schwytana w wyzywające spojrzenie zielonych oczu. Jakby dawał jej do zrozumienia, że albo podejmie grę, albo wszystko skończy się wyjątkowo nieprzyjemnie. Nerwowo przełknęła ślinę. Przesyłał niewerbalną groźbę. Nie było sensu udawać, że nie pojęła intencji.

— O, no popatrz — zachichotała sztucznie Uma. — A o tobie nawet nie wspomniała.

Sky miała ochotę pacnąć się w czoło i to samo zrobić przyjaciółce. Prowadzenie z Hunterem tego rodzaju gierek, nie znając jego faktycznych zamiarów, było stąpaniem po cienkim lodzie. Ryzyko, które na ten moment, nie było warte swojej ceny.

— Musimy już iść — Sky złapała Umę pod ramię i odciągnęła ją od mężczyzny. — Mój tata wrócił z pracy i mamy razem zjeść obiad.

Hunter przekrzywił głowę, jakby się nad czymś zastanawiał. 

— Twój ojciec jest w mieście?

Sky zmarszczyła brwi i krótko skinęła głową. Takiego pytania się nie spodziewała. Zaraz mogło się okazać, że jej ojca też znał. Przez krótką chwilę przeszło jej przez myśl, że może praca jej taty zwróciła na nią uwagę. Być może ktoś chciał porwać Sky i wykorzystać do przywłaszczenia jakichś wojskowych tajemnic. Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że jej ojciec był najbardziej racjonalnym człowiekiem na świecie, więc nie mógł mieć nic wspólnego z wilkołakami

Nawet w jej głowie zabrzmiało to po prostu niedorzecznie.

— Miło było cię poznać, Hunter — Uma pomachała mu przed nosem, dając do zrozumienia, że to koniec rozmowy.

— Tak, ciebie też Uma — Po raz pierwszy się uśmiechnął, ale nie był to uśmiech, który chciało się często oglądać; wyglądał jak, nomen omen, uśmiech wilka.

Dziewczyny odwróciły się zgodnie i w ciszy zaczęły oddalać. Uszły jakieś pięć metrów, kiedy Hunter zawołał Sky. Uma również się odwróciła i uniosła brew w pytającym geście, ale Sky dała jej znak, żeby powoli szła dalej.

— Jesteś pewna? — zapytała przyjaciółka półgębkiem.

— Jestem — Sky uśmiechnęła się słabo. Niczego nie była pewna. Może to była jej okazja, żeby wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodziło.

Odwróciła się w kierunku mężczyzny, który po raz kolejny w ciągu dnia zmierzał w jej stronę. Jak na jej gust stanął zdecydowanie za blisko. Głęboko wciągnął powietrze, ale nie wykonał żadnego więcej gestu. Jego twarz była odrobinę mniej spięta niż chwilę temu. Zielone oczy nabrały ciepłego letniego koloru, idealnie wpisywały się w klimat otoczenia. Zgrabne usta uformowały się w coś na wzór uśmiechu. Serce Sky zabiło szybciej i wykonało fikołka, wprowadzając ją w konsternację. To jeszcze nie był syndrom sztokholmski, ale bardzo blisko patologii.

— Wiesz, kim jestem — wygłosił spokojnie, bez żadnych wstępów.

Zacisnęła usta. Bardzo chciała zaprzeczyć. Tak też zrobiła. 

— Nie mam pojęcia. Znam tylko twoje imię i widzę, że lubisz zaczepiać obce dziewczyny w parku.

Mężczyzna prychnął i nieznacznie przechylił głowę.

— Nie mam czasu na gierki.

— Ja też nie. Znajdź kogoś bardziej zainteresowanego twoim towarzystwem.

Hunter postąpił krok do przodu, górując nad sylwetką Sky. Jego szerokie ramiona zasłoniły jej widok na park. Uniosła głowę, żeby móc nadal patrzeć mu w oczy. Ponownie poczuła zapach zimowego wieczoru; z tym kojarzyła pomarańcze, imbir i drewno. 

— Wiesz, kim jestem — powtórzył. — Nie baw się ze mną w kotka i myszkę, Sky. Jak cię złapię, mogę ugryźć, a na to jest trochę za wcześnie.

Jego słowa poruszyły coś w jej wnętrzu, wywołując gwałtowny atak gorąca. Poczuła rumieniec i pulsowanie w dole brzucha. Nie przestraszyła się. Była za to mocno podniecona.

To prawda, że miała wyobrażenie na temat jego pochodzenia. Nie chciała się z tym zgodzić. To negowało wszystko, w co wierzyła. Dotychczas porządek świata wydawał się niesprawiedliwy, ale przewidywalny. Nie było komplikacji. Jeśli miałaby uwierzyć w wilkołaki, musiałaby zakwestionować wszystko. Musiałaby dopuścić do siebie myśl, że cała reszta niewyjaśnionych zjawisk nie była jedynie kwestią czyjejś wyobraźni. Zaczęłaby analizować istnienie wampirów, wróżek, syren i innych monstrów. Do tej pory potwory wyglądały jak ludzie i były ludźmi. Od tego momentu potwory miały wyglądać jak ludzie, ale poza tym być kimś zupełnie innym. 

A jednak skinęła głową. Mówienie tego na głos to zbyt wiele. Hunter westchnął i uniósł rękę, jakby chciał schować jej za ucho niesforny kosmyk włosów, ale szybko porzucił tę myśl i opuścił rękę z powrotem wzdłuż ciała. Sky zdała sobie sprawę, że wstrzymała oddech.

— Zastanawiające — Mężczyzna przekrzywił głowę.

— Co takiego? — Sky zmarszczyła brwi.

— Przyjmujesz to lepiej niż się spodziewałem.

Prychnęła, nie mogąc się powstrzymać. Ją też to zdumiewało, a jednak wiedziała, że żadna jej reakcja nie mogła zmienić faktów. Mogła wpaść w histerię, mogła go wyśmiać, albo mogła udawać, że panowała nad sytuacją — niepotrzebne skreślić. 

Została tylko jedna dopuszczalna opcja.

— Nadal nie wiem, co mam z wami wspólnego.

— Bardzo wiele — Hunter zmrużył oczy, przewiercając ją wzrokiem na wskroś. — Piszesz opowiadania, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Zmarszczyła brwi, nie potrafiąc ukryć zdziwienia. Z wrażenia cofnęła się o krok. Grymas na twarzy Huntera nieznacznie się pogłębił. 

Ta informacja uderzyła w nią w nieoczekiwanie niewygodny sposób.

Jej jedyna rozrywka, jej jedyna ucieczka, jedyne miejsce, gdzie naprawdę dobrze się czuła, mogło być przyczyną ostatnich nieszczęść? Jak to w ogóle możliwe?

— Nie rozumiem. To tylko zmyślone historie. Jak to może…

— Może. I to bardzo — przerwał jej w pół zdania. — Wiem, że pewne fakty musisz sobie przyswoić i wiem, że nie jest to dla ciebie łatwa sytuacja, ale nie mamy czasu. Wkrótce skończysz osiemnaście lat.

Sky zmarszczyła brwi. Wiedział więcej niż powinien.

— No i? — zapytała jak typowa nastolatka.

— No i w twoim życiu nastąpią zmiany, których lepiej się spodziewać. W przeciwnym razie ludzie gotowi są zamknąć cię w pokoju bez klamek. To się już zdarzało.

Dziewczyna nerwowo przełknęła ślinę. Hunter zauważył jej podenerwowanie i odruchowo oparł dłoń na jej policzku. Przez ciało Sky przeszedł dreszcz, a ciepło jego skóry podziałało na nią niezwykle kojąco. Kiedy zdał sobie sprawę, co zrobił, zabrał rękę. Spokój, który spłynął na nią w efekcie jego dotyku, zniknął równie szybko.

— A jak im powiem, że spotkałam wilkołaka to będzie lepiej? — Nie mogła powstrzymać sarkazmu.

Na twarzy mężczyzny po raz pierwszy błysnęło rozbawienie. To był przyjemny widok.

— Lepiej będzie, jeśli nikomu nic nie powiesz.

Przez myśl Sky przewinął się obraz Umy. 

— Jak rozumiem twoja przyjaciółka już wie — Bardziej stwierdził niż zapytał Hunter.

Nie było sensu kłamać. Nie, kiedy stojący przed nią mężczyzna, najwyraźniej miał zdolność czytania w myślach. To było odrobinę przerażające.

— Umiesz czytać w myślach? — wypaliła Sky, po czym oblała się rumieńcem.

Hunter zaśmiał się krótko. Jego twarz zmieniła się nie do poznania, a dźwięk był tak przyjemny, że Sky mogłaby go nagrać i odtwarzać sobie w smutnych chwilach. Złote refleksy w zielonych oczach migotały jak niesforne chochliki. Widok zapierał dech.

— Nie do końca — odparł wymijająco.

Nie dociekała, co to znaczyło. Odwróciła się w stronę przyjaciółki, dając do zrozumienia, że musi już iść.

— Idź, Sky — Uśmiechnął się, po czym spoważniał. — I przeczytaj własne opowiadania. Znajdziesz tam odpowiedzi na wiele pytań, które cię teraz nurtują.

Sky skinęła i ruszyła w kierunku Umy.

— Sky! — zawołał Hunter. — I porzuć na jakiś czas wieczorne spacery, zwłaszcza przy pełni księżyca.

Nie musiał dodawać, że to niebezpieczne. Sama zdawała sobie z tego sprawę. Nie odpowiedziała i ruszyła dalej, narzucając sobie żwawsze tempo. Chciała jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju, odpalić laptopa i po raz kolejny przeczytać własne opowiadania. Miała więcej pytań niż odpowiedzi, a w desperacji była gotowa szukać ich dosłownie wszędzie.

🌕🌕🌕

Przez całą drogę do domu Sky, dziewczyny taktownie milczały. Omawianie drażliwych kwestii było prostsze w zaciszu prywatnego pokoju. Nie potrzebowały ciekawskich spojrzeń przypadkowych przechodniów czy gwaru miasta. Ku ich zaskoczeniu przed drzwiami zastały ojca Sky, który sadził nowe rośliny w ogromnych donicach. Uśmiechnął się na ich widok i odłożył ubrudzone ziemią rękawice.

— Dzień dobry, panie Mitchelson — przywitała się Uma.

Sky również chciała coś powiedzieć, ale w jednej chwili zrobiło jej się słabo. Poczuła zawroty głowy i ledwo utrzymała się na nogach. Uma doskoczyła do niej i zaprowadziła do środka. Posadziła ją na pobliskiej sofie i poszła po szklankę wody.

— Co się dzieje, Sky? — Joseph Mitchelson stanął nad córką, marszcząc brwi.

Dziewczyna pokręciła głową, bojąc się otworzyć usta. Miała wrażenie, że za moment zwróci całe śniadanie.

— Znowu jadłaś na mieście? — Skrzyżował ramiona.

W odpowiedzi otrzymał przeczące kręcenie głową. W tym momencie pojawiła się Uma z wodą.

— Masz, napij się trochę.

Kilka łyków później żołądek Sky zaczął się uspokajać, a zawroty głowy przekształciły się w lekkie pulsowanie w skroniach.

— Już mi lepiej — odezwała się po chwili.

— Co dziś jadłaś? — dociekał jej ojciec.

— Tylko śniadanie, które zostawiłeś w kuchni.

— To pewnie z głodu — wtrąciła Uma. — Zasiedziałyśmy się w parku.

Joseph Mitchelson popatrzył uważnie na dziewczyny, skinął głową i wrócił do swojego zajęcia. Nie wyglądał na przejętego. Otrzymał odpowiedź, przyjął do wiadomości i odpuścił.

— Powiało chłodem — wyszeptała Uma.

— No — przyznała Sky. — Można by pomyśleć, że po dwóch tygodniach nieobecności będzie chciał porozmawiać o czymś więcej niż o ostatnim posiłku, ale najwyraźniej sadzenie kwiatków jest dla niego ważniejsze.

— Od kiedy on sadzi kwiatki? — zaciekawiła się Uma.

Sky wzruszyła ramionami.

— Nie wiem. Znasz mojego ojca. On ma swój świat.

Coraz częściej w tym świecie brakowało miejsca dla córki.

Ojciec Sky był wysokim szczupłym, siwym mężczyzną po pięćdziesiątce. Nosił kwadratowe okulary, zza których wyglądały jasnoniebieskie oczy. Sprawiał wrażenie miłego starszego pana, ale w gruncie rzeczy był racjonalnym, oschłym człowiekiem. Sky bardzo żałowała, że nie zdążyła poznać matki. Zastanawiało ją, jaka kobieta była gotowa związać się z taką osobą. Miała nadzieję, że mężczyzna jej życia będzie jego całkowitym przeciwieństwem.

Dziesięć minut później przyjaciółki ulokowały się w pokoju Sky. Dziewczyna wdrożyła Umę w wytyczne, które otrzymała od Huntera. Postanowiły podążyć za wskazówkami. W efekcie jedna czytała opowiadania na komórce, a druga na laptopie. Już po pierwszym rozdziale doszły do wniosku, że to obłęd.

— Napisałaś trzy opowiadania, tak?

Sky pokiwała głową.

— W zasadzie jedno opowiadanie, ale w trzech tomach.

— I na jakiej podstawie pisałaś? Coś czytałaś? Oglądałaś? Z kimś rozmawiałaś? — dociekała Uma.

Sky się zamyśliła.

— No… Na żadnej… Chyba. Czytałam inne opowiadania na Wattpadzie, oglądałam „Pamiętniki wampirów” i „The Originals”. Z nikim nie rozmawiałam. Pomysł sam wpadł mi do głowy. Potem w czasie pisania rozwinęło się kilka wątków. Kilka razy coś mi się przyśniło i wplotłam to do historii. Mam bujną wyobraźnię.

Dziewczyny się zafrapowały. 

Czego szukać w powieściach dla nastolatek, w których główni bohaterowie byli ludźmi z Klątwą Księżyca?

Na czym się skupić?

Co mogło być istotne, a co całkowicie bez znaczenia?

Które wydarzenia mogły być prawdą, a które należało włożyć między bajki?

— Słuchaj, to bez sensu. Tego jest za dużo. Pogubimy się. Może napiszmy przewodnik? — zaproponowała Uma. — Na podstawie twojej książki.

Sky zachichotała. Robiło się coraz ciekawiej.

— Coś w stylu: co robić, a co sobie darować, kiedy staniesz twarzą w twarz z wilkołakiem — zakpiła. — Chociaż twarzą w pysk byłoby bardziej adekwatne.

Uma wyszczerzyła zęby i wzruszyła ramionami.

— To jakiś punkt wyjścia, no nie? Pomijając wszystkie morderstwa i wątki miłosne dostaniemy kompendium wiedzy o wilkołakach.

To nie był taki zły pomysł. W gruncie rzeczy nie miały lepszego.

Z jakiegoś powodu Hunter uznał, że opowiadania Sky stwarzały zagrożenie dla ich gatunku; że nigdy nie powinny zostać opublikowane. To było śmieszne, bo mało kto brał pod uwagę istnienie wilkołaków. Wielu autorów poruszało ten wątek, a jakoś nikt nigdy nie zakładał, że może być w nim ziarno prawdy. Żaden fan wilkołactwa nie traktował go nigdy poważnie.

— Zróbmy to — Sky włączyła edytor tekstu. — Jaki damy tytuł?

— A jaki jest tytuł twojego opowiadania?

— „Era Wilków” to tytuł sagi. Pierwszy tom to „Bardzo zły wilk”.

Uma zastanowiła się przez moment i na jej twarzy wykwitł uśmiech.

— Co powiesz na „Era Wilków. Tezaurus”? Widziałam coś takiego w księgarni, ale dotyczyło Pottera.

W ten sposób, analizując krok po kroku historie napisane przez Sky, powstał przewodnik po świecie wilkołaków. Samo tworzenie książki było dla dziewczyn dobrą zabawą. Żarty się skończyły, kiedy po kilku godzinach przeczytały swoje dzieło. Za dużo wątków niosło ze sobą zbyt wiele sensu.

— Powiem ci, że jeśli cokolwiek z twoich opowiadań miałabym traktować poważnie, to aż mi się jeżą włosy na głowie. Jak to w ogóle brzmi, Sky? Wilkołaki? Między ludźmi? Serio?

Sky milczała przez dłuższą chwilę. 

Była wdzięczna, że Uma potraktowała całą sprawę poważnie. Początkowe wątpliwości zastąpiła chęcią działania. Była prawdziwą przyjaciółką. Sky nie musiała być w tym wszystkim sama i, chociaż nie chciała nikogo narażać, było jej nieco lżej. 

W przewodniku wyjaśniły główne pojęcia i relacje między wilkami. Dodatkowo istniała jeszcze przepowiednia, którą opisała, a do której nie potrafiły się odnieść. Czy mogła mówić o prawdziwych wydarzeniach, które wkrótce miałyby raz na zawsze zmienić świat likantropów? A może akurat ten wątek miał niewiele wspólnego z prawdą?

Hunter mówił, że w jej opowiadaniach zawarte były odpowiedzi. Tymczasem miała jeszcze więcej pytań niż wcześniej.

— Niedługo się okaże, że zombie to też prawda — Sky usiłowała zażartować.

— O nie! — wykrzyknęła Uma. — Niech ci do głowy nie przyjdzie pisać o zombiakach. Jestem za piękna, żeby umierać.

Dziewczyny popatrzyły na siebie i wybuchnęły śmiechem. Za oknem zaczynało się ściemniać. Siedziały w pokoju kilka godzin, tworząc nową książkę. Resztki zamówionej w międzyczasie pizzy stygły w kartonie.

— Głowa mi od tego puchnie — przyznała Sky. — Nadal nie wiem, co ja mam z tym wszystkim wspólnego. Próbuję zrozumieć, co się właściwie dzieje. Jestem praktycznie pewna, że Hunter to czarny wilk, który uratował mnie przed Angelem. Słyszysz jak to brzmi? Na dodatek nie wiem jak się z nim skontaktować.

— A po co chcesz się z nim kontaktować? — Uma uniosła brwi. — Na twoim miejscu trzymałabym się od niego z daleka.

— Naprawdę sądzisz, że tak się da? Jeśli będzie chciał to mnie znajdzie, już raz to zrobił. Wygląda na to, że sporo o mnie wie. Równie dobrze to ja mogę go znaleźć i zadać mu kilka pytań.

To nie był dobry plan, ale jedyny, który przyszedł jej do głowy. Chciała wiedzieć, dlaczego została wmieszana w sprawy wilków, dlaczego wilki się ujawniły i, co dla niej najważniejsze, dlaczego Angel chciał ją zabić.

— Muszę już iść — Uma wstała. — Jutro niedziela, jedziemy z rodzicami do dziadków.

Sky pokiwała głową. Ona miała siedzieć sama w domu, próbując rozwikłać zagadkę. Jej ojciec nie przewidywał weekendowych rozrywek.

Dziewczyny pożegnały się przy drzwiach. Sky znowu poczuła mdłości, więc szybko wróciła do swojego pokoju. Właśnie po raz kolejny czytała przewodnik, kiedy dostała SMS-a od przyjaciółki. Treść była jednoznaczna i zdecydowanie nie pochodziła od Umy.

„Ptaszek na uwięzi. Musimy porozmawiać, moja mała Sky”

Sky zaschło w ustach. 

Angel. Żył. Miał Umę. Chciał się spotkać. 

Co robić? 

Co robić?!