Bardzo zły wilk_01
Bardzo zły wilk,  Wattpad

BZW — 001. Na fundamentach nieistniejących fizycznie światów

Sky nie była dzieckiem szczęścia.

Za kilka tygodni miała skończyć osiemnaście lat.

Chodziła do liceum, w którym większość uczniów wywodziła się z zamożnych rodzin. Patrzyli na nią z góry albo wcale.

Miała jedną przyjaciółkę.

Mieszkała z ojcem, zawodowym żołnierzem, którego obowiązki skutecznie psuły stosunki z córką. Joseph Mitchelson większość czasu spędzał w delegacjach, na misjach, o których nie chciał i nie mógł rozmawiać. Sky zdążyła pogodzić się z faktem, że sporej wielkości dwupoziomowe mieszkanie było dla niej niemal na wyłączność.

Postać po drugiej stronie lustra również nie napawała jej optymizmem. 

Jedynym miejscem, w którym miała włosy, była jej głowa. Może właśnie dlatego mogła pochwalić się bujną fryzurą. Gdyby nie fakt, że jej włosy miały platynowy kolor, były tak jasne, że niemal białe, zapewne byłaby z nich dumna. Tymczasem był to kolejny powód do prześladowania w szkole. Na świat patrzyła oczami w kolorze bursztynu — nie były ani brązowe, ani zielone, ani niebieskie. Były, o zgrozo, literalnie bursztynowe. Jasne włosy w komplecie z jasnymi oczami. Jeśli dodać do tego niemal eteryczną budowę ciała, mogłoby się zdawać, że Sky była elfem z baśni znanych pisarzy. Wybitnie niezdarnym, gdyż potrafiła potknąć się na prostej o drodze, o własne stopy. Zdarzało jej się myśleć, że boski plan miał dużo niedociągnięć, bo na nią najwyraźniej zabrakło materiału. Pigmentu również, bo jej skóra cechowała się tak niezdrowym odcieniem bladości, że znajomi lekarze jej ojca wielokrotnie zlecali komplet badań, żeby mieć pod kontrolą stan jej zdrowia. To akurat zawsze było w normie — Sky jeszcze nigdy nie była chora. Jednak to nie wystarczyło, żeby na pełnych koralowych ustach gościł uśmiech. Uśmiechu nie było tam prawie nigdy.

Prawie

Wyjątkiem były samotne wieczory, spędzane na pisaniu. Sky miała wyjątkowo bujną wyobraźnię. Tak bardzo wczuwała się w kreowane przez siebie światy i postacie, że dosłownie śniły jej się one po nocach. Wiele z tych snów tworzyło oś kolejnych wydarzeń w jej opowiadaniach. W tym była naprawdę dobra, wybitna wręcz. Pisała tak dobre historie o wilkołakach, że osiągnęła kilka milionów wyświetleń na Wattpadzie, setki tysięcy polubień i tyleż samo komentarzy. Kilkukrotnie zajęła pierwsze miejsce w rankingach, a jej prace zgłaszano do konkursów. Tam, na fundamentach nieistniejących fizycznie światów, światów, które stworzyła wedle własnego planu, była rozchwytywana, kochana, pożądana. Dostawała pierwsze maile od wydawnictw, gotowych podjąć z nią współpracę. Nie mogła jednak nic z tym zrobić, bo była anonimową autorką. Czerpała radość z reakcji czytelników, napawała się tym, ale na tym musiała poprzestać. Gdyby ktokolwiek ze szkoły dowiedział się o jej pasji, najpewniej uznaliby ją za większą wariatkę niż obecnie.

Tak, Sky zdecydowanie nie była dzieckiem szczęścia.

Gdyby nim była, to nie wylądowałaby kilka przecznic od domu, w ciemnym zaułku, z wyjątkowo przystojnym, ale wrogo nastawionym nieznajomym.

Wiedziała, że tego wieczoru należało zostać w domu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że wydarzy się coś złego. Winda była zepsuta, suszarka do włosów również odmówiła współpracy, komputer stwierdził, że się zawiesi, a Wattpad uznał, że nie opublikuje nowej części opowiadania. 

Czy w takim razie wyjście na wieczorny jogging było dobrym pomysłem? 

Kiedy w jej przypadku samo bieganie stwarzało zagrożenie dla życia? 

No chyba nie

Nie potrafiła jednak sobie odmówić. Nie, kiedy na niebie była pełnia.

W oddali słyszała przecinające się sygnały radiowozów. Błagała, żeby jakikolwiek przejeżdżał w tej okolicy. Gdzie te patrole, kiedy są najbardziej potrzebne? 

Jej przyszły oprawca stał w swobodnej pozycji. Na jego twarzy malowało się nieskrywane rozbawienie, przemieszane z pobudzeniem. Miała wrażenie, że w jego oczach widziała przebłyski czerwieni, ale uznała to za grę miejskich świateł. Był bardzo wysoki, miał wyjątkowo proporcjonalną sylwetkę, dłuższe włosy w artystycznym nieładzie, długie mocne nogi. Był nienaturalnie atrakcyjny i wyjątkowo niebezpieczny. Łączenie tych dwóch cech powinno być karalne.

Noc była jasna i ciepła, po prostu idealna. Powietrze niosło zapach nadchodzącego lata, jeśli można o tym mówić w centrum zanieczyszczonego spalinami miasta. Aura sprzyjała życiu, nie umieraniu. Tymczasem Sky nie była pewna, co do własnego losu.

— Proszę, proszę, proszę — Nieznajomy błysnął zębami w uśmiechu. — Kogo my tu mamy?

Dziewczyna trzęsła się, przerażona wizjami rychłej i bolesnej śmierci. Tak wielu rzeczy nie zdążyła zrobić, tak niewiele dobra ją spotkało. A tu proszę, nie osiągnęła pełnoletności, a za chwilę miała wylądować na pobliskim cmentarzu. To nie było sprawiedliwe.

— Nie mam pieniędzy ani biżuterii — wyjąkała desperacko. — Nie mam nic…

Nieznajomy wybuchnął śmiechem i pokręcił głową. Po ciele dziewczyny przeszedł dreszcz.

— Nie chcę twoich pieniędzy — Miał głęboki, dźwięczny głos. — Chcę ciebie.

To był ten moment, w którym zdała sobie sprawę, że za chwilę stanie jej się ogromna krzywda. Krzywda, której żadna kobieta nigdy nie powinna zaznać. Czuła, że w jej oczach wzbierają łzy. Spodziewała się najgorszego, kiedy mężczyzna znowu przemówił.

— Widzisz — zaczął konwersacyjnym tonem. — Dzisiaj jest taki szczególny dzień, kiedy mężczyźni tacy jak ja wyruszają na… łowy.

Sky przełknęła ślinę. Doceniała, że obcy czuł się w obowiązku wyjaśnienia swojego zachowania, ale zdecydowanie bardziej wolałaby, żeby porzucił swoje niecne zamiary. Poza tym przerażało ją to, co mówił. Wolała nie wiedzieć jak wielu gwałcicieli wyruszyło „na łowy”.

— Mężczyźni tacy jak ty?

Tak, to nie było mądre. Zadawanie pytań, na które nie chce się usłyszeć odpowiedzi, zwykle nie kończyło się dobrze. Sky miewała przebłyski głupiej odwagi, wręcz buty, która doprowadziła ją do konfliktu z najpopularniejszą dziewczyną w szkole. To był gwóźdź do trumny jej życia towarzyskiego. Wyglądało na to, że tym razem mógł to być gwóźdź do trumny, którą jej ojciec zamówi w zakładzie pogrzebowym. Niefajnie.

Nieznajomy uśmiechnął się jeszcze szerzej, a ona mogłaby przysiąc, że zobaczyła kły. Nie takie wampirze, ale zwierzęce. Niemal jak… wilcze. Przez jej ciało przeszedł kolejny dreszcz, tym razem podniecenia. 

Matko kochana! 

Jak bardzo nie po kolei trzeba mieć w głowie, żeby wizualizować sobie wilcze kły w chwili zagrożenia życia? Sky zaczynała nabierać przekonania, że z nią faktycznie coś było nie tak.

Nie zdążyła mrugnąć, kiedy jej oprawca znalazł się tuż przed nią i przycisnął ją do ściany. Czuła bijące od niego ciepło, jakby był w gorączce. Zdecydowanym ruchem odchylił jej głowę w bok i zaczął obwąchiwać szyję. Najwięcej uwagi poświęcił zgięciu w okolicy obojczyka. Wdychał jej zapach, najwyraźniej niezrażony, że była spocona — ze strachu i po bieganiu.

— Mmmm… — zamruczał. — Do schrupania.

Kiedy poczuła na skórze nacisk czegoś ostrego, przeraziło ją, że za chwilę wstrzyknie jej narkotyk. Zaczęła się szarpać, ale to poskutkowało tym, że zacisnął jedną rękę na jej przegubach. Była pewna, że zrobił jej siniaki. Nogi unieruchomił masą swojego ciała. Nie miała możliwości ruchu. Zastanawiała się, czy zacząć krzyczeć, ale bała się, że sprowokuje go do szybszego działania. A ona chciała pożyć dłużej, choćby o kilka minut.

— Teraz cię oznaczę — wyszeptał z ustami przy jej skórze. — Żeby nikt nie miał wątpliwości, do kogo należysz. Jesteś moja, moja mała Sky. Tylko moja.

Zdrętwiała. 

Skąd znał jej imię? 

Obserwował ją?

Jak? Od jak dawna?

Śledził ją? 

Na samą myśl zrobiło jej się niedobrze. Zaczęła spazmatycznie oddychać. Czuła nadchodzący atak paniki. 

I o co chodziło z tym oznaczeniem? 

Miał jakiś znak rozpoznawczy? 

Na zasadzie: „Zobaczcie, to ja ją zabiłem. Byłem tu. Przystojny Morderca”.

Dlaczego, do cholery, nadal twierdziła, że był przystojny?!

— Skąd znasz moje imię? — wyszeptała ze zgrozą.

Jego ciałem wstrząsnął chichot. Emanował siłą i grozą, a jego zapach przywodził na myśl coś pierwotnego. Korzenna woń wypełniła nozdrza Sky, wywołując lekkie zawroty głowy.

— Wiem o tobie więcej niż się spodziewasz.

Przez mgłę strachu dotarło do niej znaczenie jego słów.

— Kim jesteś?

Odchylił się i popatrzył jej w oczy. Niemal stykali się nosami. Gdyby nie dramatyczne okoliczności, mogłaby uznać tę bliskość za poruszającą, podniecającą wręcz. Mężczyzna miał pociągającą powierzchowność i wydzielał odurzający zapach. W jego oczach widziała pożądanie. Nie była doświadczona, a jednak potrafiła to stwierdzić.

— Mam na imię Angel.

O, słodka ironio! 

Imię może pasowało do jego twarzy, ale nie do zajęcia, którym się parał. 

Gwałciciel-morderca o anielskim imieniu, w mieście Upadłych Aniołów. 

— Dlaczego to robisz, Angel? — załkała. — Co ja ci zrobiłam? Dlaczego ja?

Nie zdążył odpowiedzieć. Zza jego pleców rozległo się donośne wycie, które przeszło w zbiorowe warczenie. Było piękne i straszne w tym samym momencie.

Angel odwrócił się nieśpiesznie, zupełnie niewzruszony, że stało za nim przynajmniej pięć ogromnych wilków. 

Pięć ogromnych wilków w samym centrum LA. To nie mógł być przypadek, ale brakowało racjonalnego wytłumaczenia. Może skądś uciekły. 

Sky nie wierzyła własnym oczom. 

A może to sen? 

Może to wszystko to tylko kolejny sen?

— Ta noc robi się coraz ciekawsza — wymruczał Angel, po czym stanął przodem do wilków, pozostawiając niezdolną do wykonania najmniejszego ruchu Sky. — Hunter! Co za niemiła niespodzianka!

W odpowiedzi czarny wilk postąpił kilka kroków do przodu i zawarczał z niechęcią. Sky była przekonana, że właśnie to wyrażało jego warknięcie: niechęć, może nienawiść. Jego futro było nastroszone, hebanowo czarna sierść lśniła w świetle księżyca. Był nienaturalnie dużych rozmiarów. Sky była pewna, że przy jej drobnej budowie ciała musiałby jej sięgać niemal do piersi. Im dłużej na niego patrzyła, tym większy czuła spokój. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Był piękny, zjawiskowy, dominował nad resztą wilków, a nawet nad stojącym z boku mężczyzną. W jego sylwetce była zawarta groźba, władza, obietnica, moc. Sky była oczarowana widokiem. Choć było to absurdalne, miała wrażenie, że znalazła się w samym środku pisanych przez siebie powieści. Rzecz jasna, nie wierzyła w istnienie wilkołaków. Niemniej porzuciła racjonalne wytłumaczenie bieżącej sytuacji i postanowiła zająć się tym w jakichś bardziej sprzyjających warunkach. A z jakiegoś powodu była przekonana, że od momentu pojawienia się czarnego wilka, jej szanse przetrwania znacząco wzrosły.

Wilk popatrzył w jej stronę. Zatchnęła się z wrażenia, kiedy spostrzegła, że jego oczy były czerwone. Emanował wściekłością, a mimo to zauważyła, że kiedy na nią spojrzał, wyraz jego pyska znacząco złagodniał. 

Przynajmniej chciała tak myśleć. Potrzebowała wyratowania z opresji i chwytała się każdej, choćby najbardziej absurdalnej szansy.

— Ładniutka, co? — zakpił Angel, wskazując na nią palcem. — Też tak sądzę. Postanowiłem nawet, że skoro już ją mam i jestem w tej formie to ją sobie oznaczę. Co ty na to?

W gardle czarnego wilka zabulgotał warkot. Angel wybuchnął śmiechem.

— Zmień się i porozmawiajmy to może ponownie rozważę swoje plany.

Sky była pewna, że się przesłyszała. 

„Zmień się”? Co to miało znaczyć? 

Wyglądało na to, że wilk nie zamierzał zareagować na tę sugestię. Zamiast tego przekrzywił łeb i jedno mgnienie oka później dwa wilki zza jego pleców przystąpiły do ataku. Sky krzyknęła, kiedy Angel szarpnął ją za ramię, przyciągnął do swojego ciała i zarzucił rękę wokół jej gardła. Tym samym odciął dopływ powietrza. Wilki wyhamowały i zawarczały. Czarny wilk nastroszył się jeszcze bardziej.

— Bez sztuczek — wysyczał Angel już bez cienia rozbawienia w głosie. — Może i jest cenna, ale to nie powstrzyma mnie przed wyciśnięciem z niej resztek życia.

Sky mimowolnie zaczęła pojękiwać. Trzęsła się, była przerażona. Próbowała sobie przypomnieć, jakim cudem znalazła się w samym środku tego dramatu. Czarny wilk zmrużył oczy i obnażył zęby. Pochylił łeb, szykując się do skoku. Ręka na gardle Sky zacisnęła się znacząco. Dziewczyna zaczęła spazmatycznie łapać powietrze i szarpać się we wszystkie strony, ale była bez szans. Czułą zbliżający się koniec.

— Mówiłem: bez sztuczek — warknął Angel.

Sky zaczynała tracić ostrość obrazu. Dudniło jej w uszach, a jej serce pompowało krew z niewyobrażalną prędkością. Przestała się szarpać, jej ciało powoli osuwało się w ramionach Angela. Ostatnie, co widziała, to zamazana postać pędzącego w jej stronę mężczyzny. Wokół było słychać szamotaninę i warczenie. Nie poczuła jednak bólu upadku, bo para silnych męskich ramion uniosła ją znad ziemi i przycisnęła do gorącego ciała. Może to sobie wyobraziła, może miała halucynacje. Usłyszała słowo „Moja” i straciła przytomność.

🌕🌕🌕

Obudziła się we własnej sypialni. Przez krótką chwilę usiłowała określić miejsce i czas. Bolała ją szyja, a podświadomość wysyłała sprzeczne sygnały. Do tego światło słońca wdzierało się przez niezasłonięte okno, boleśnie rażąc ją w oczy. Uniosła ręce, zauważając bruzdy wokół nadgarstków. Ciemnofioletowe ślady wyglądały jak substytuty bransoletek. Nerwowo przełknęła ślinę, rozglądając się w popłochu po znajomym otoczeniu.

Czy wydarzenia minionej nocy naprawdę miały miejsce?

Ślady na skórze i ból całego ciała dokładnie na to wskazywały. Atak paniki zbliżał się wielkimi krokami. Sky poczuła napływające do oczu łzy, kiedy dotarła do niej świadomość, że mogła zginąć. Mogła zostać zgwałcona i zginąć. Zaczęła kręcić głową w geście zaprzeczania, może wypierania. Podkuliła nogi, objęła je ramionami i zaczęła kołysać się jak małe dziecko. Przymknęła oczy, próbując opanować oddech.

Ile z tego, co się wydarzyło, było prawdą, a ile w akcie samoobrony podpowiedziała jej wyobraźnia?

Kim był Angel i dlaczego chciał ją skrzywdzić?

Gdzie teraz był? Skoro ją obserwował, czy istniało ryzyko, że wróci i dokończy to, co zaczął?

Powinna zadzwonić na policję. Tak, powinna to zrobić. Zerwała się z łóżka i zaczęła rozrzucać rzeczy w poszukiwaniu komórki. Chwyciła urządzenie do ręki, wybrała dziewięćset jedenaście i poczekała na połączenie. Nie myślała, działała.

— Dziewięćset jedenaście, w czym mogę pomóc?

Otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale głos uwiązł jej w gardle. Co miała powiedzieć? Została napadnięta, miała ślady po ataku, ale nie potrafiła opisać sprawcy. Znała jego wygląd, cała reszta nie miała sensu. Pojawienie się wilków i fakt, że nie wiedziała, jak znalazła się w domu. Niechybnie uznają ją za wariatkę. Znowu.

— Halo? Proszę się odezwać. Czy wysłać pomoc? — dociekała dyspozytorka.

Sky oblizała usta i odchrząknęła.

— Przepraszam — powiedziała cicho, ale za chwilę powtórzyła wyraźniej. — Przepraszam, pomyłka. Siostra bawiła się telefonem i przez przypadek wybrała numer.

Połączenie przerwano, a ona została z nierozwiązanym problemem. Usiadła na brzegu łóżka i westchnęła. Sytuacja była poważna. Ktoś ją obserwował, ktoś chciał jej krzywdy, a ona nie umiała i nie mogła się obronić.

Powinna powiedzieć ojcu? Miał wszelkie środki, żeby jej pomóc. Wysoko postawiony żołnierz mógł dość szybko znaleźć i unieszkodliwić prześladowcę. Bała się jednak jego reakcji. Ojciec źle postrzegał wszelkie objawy słabości i zwykle kazał jej samodzielnie rozwiązywać swoje sprawy. Nie potrafiła przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek wsparł ją w jakiejkolwiek kwestii. Nie był typem rodzica roku. 

Tym, co naprawdę zajmowało Sky, były przerośnięte wilki w centrum Los Angeles. Nie potrafiła wyjaśnić, skąd się wzięły. Nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego Angel mówił do nich jak do ludzi. A już na pewno nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego w ogóle się ich nie bała. Zwłaszcza czarny wilk na czele watahy przykuwał uwagę.

Ten wilk… 

Wydawał się nieprawdopodobnie ludzki. Kiedy na nią spojrzał, miała wrażenie, że reszta otoczenia na chwilę zniknęła. Otulił ją całun spokoju, nielogiczny w sytuacji, w której się znajdowała. W jego oczach skrywała się mądrość i siła, jak niema deklaracja, że wszystko miał pod kontrolą. Wtedy, w chwili zagrożenia, Sky była gotowa w to uwierzyć. Teraz jednak zdrowy rozsądek brał górę. Nadal miała wiele pytań, ale nie próbowała szukać odpowiedzi rodem z książek fantastycznych.

Finał wieczornego incydentu pozostawał dla niej tajemnicą. Nie mogła sobie przypomnieć, w jaki sposób znalazła się w domu. Nie pamiętała powrotu. W zasadzie od chwili, w której Angel postanowił ją udusić, nie pamiętała prawie nic. Była przerażona. Zwykle starała się nie wychylać, nie wchodzić nikomu w drogę. Tymczasem zwykły wieczorny jogging mógł skończyć się dla niej tragicznie. I to w noc pełni księżyca! Jedyny dzień w miesiącu, kiedy czuła się naprawdę szczęśliwa.

Sky nie łączyła obecności wilków z faktem pełni. Nie wierzyła w wilkołaki i inne zjawiska paranormalne. Pisała o tym opowiadania i to był jej sposób na wyczerpanie tematu. Na pewno było jakieś rozsądne wyjaśnienie wczorajszego zajścia, ale nie potrafiła skupić się na myśleniu.

— Skylar! — Usłyszała wołanie ojca. — Wstałaś już?

Najciszej jak potrafiła położyła się z powrotem na poduszce i zamknęła oczy. Skupiła się na wyrównaniu oddechu. Ojciec najwyraźniej wrócił z delegacji. Sobotni poranek po piątkowych dramatach nie był najbardziej odpowiednią chwilą na spotkania rodzinne. Sky nie miała ochoty z nim rozmawiać. Wiedziała, że zacząłby od przesłuchania na temat tego, co robiła pod jego nieobecność. Im dłużej udawała sen, tym większe czuła zmęczenie. Aż w końcu zasnęła naprawdę.

Obudziła się jakiś czas później. Załatwiła poranną toaletę i gotowa poszła do kuchni. Na kuchennej wyspie stała porcja zimnego śniadania. Ojciec się postarał. Nie było go w domu, więc zapewne obowiązki po raz kolejny oderwały go od jedzenia i od córki. Sky westchnęła, włączyła telewizję i zaczęła bezmyślnie przeżuwać kanapkę. 

Na kanale informacyjnym było duże poruszenie. Prezenterka z kamiennym wyrazem twarzy mówiła o porzuconych zwłokach mężczyzn. Znaleziono ciała, nagie i poszarpane. Sky poczuła, że zrobiło jej się słabo. Jedno ciało odkryto w zaułku, w którym wieczór wcześniej omal nie straciła życia. To nie mógł być przypadek. Tak wiele zbiegów okoliczności w tym samym czasie to coś, co się nie zdarza. Chwyciła telefon i wybrała numer.

— Uma? — zaczęła nerwowo. — Jesteś zajęta? Mogłybyśmy się spotkać?

Uma była jej jedyną i najlepszą przyjaciółką. Uśmiechnięta, wyluzowana, nie przejmowała się drobiazgami, a swoich znajomych ze szkoły traktowała z uprzejmą obojętnością. Jako jedyna dostrzegała w Sky kogoś więcej niż córkę żołnierza, który przez siłę ulokował dziecko w elitarnej placówce. Uma była zamożna, świetnie się uczyła, podobała się chłopcom — miała wszelkie podstawy do zadzierania nosa, a była dokładnym przeciwieństwem zadufanych w sobie nastolatek. Sky była z nią bardzo związana i zrobiłaby dla niej wszystko. Być może dlatego intuicyjnie szukała jej wsparcia, nieświadomie narażając ją na niebezpieczeństwo. Najpierw zrobiła, potem miała o tym pomyśleć.

Umówiły się w parku. Droga na miejsce zajmowała jakieś trzydzieści minut pieszo. Sky wykorzystała ten czas na ponowne ułożenie w głowie wszystkiego, co chciała powiedzieć przyjaciółce. Przekazanie tych rewelacji w sposób, który nie uczyniłby z niej wariatki, było nie lada wyzwaniem.

Uma siedziała na ławce, z odchyloną do tyłu głową, wystawiała uśmiechniętą twarz w stronę słońca. Miała przymknięte oczy, ale doskonale wiedziała, kiedy Sky podeszła bliżej.

— Widziałaś informacje? — Sky nie zawracała sobie głowy powitaniem.

Uma zwróciła twarz w jej stronę i otworzyła jedno oko.

— Nie, a powinnam?

— W mieście dzieje się coś złego.

Uma zmarszczyła brwi, widząc podenerwowanie przyjaciółki.

— Sky, to jest LA. Tu ciągle dzieje się coś złego.

— Tym razem to coś więcej.

Sky siedziała spięta, rozglądała się nerwowo, wyginała palce we wszystkie strony. Była zdenerwowana i nie umiała nad sobą zapanować. Bała się i potrzebowała wsparcia, a wiedziała, że ojciec nie mógł jej pomóc.

— Dobra — Uma usiadła przodem do przyjaciółki i przyszpiliła ją twardym wzrokiem. — Mów, o co chodzi.

Sky westchnęła i zaczęła swoją opowieść. Powiedziała wszystko, co pamiętała z poprzedniego wieczoru. Nie zataiła żadnego szczegółu. Potrzebowała klarownej oceny sytuacji, a wiedziała, że tylko znając wszystkie detale, Uma będzie w stanie się do tego odnieść.

— Potem zemdlałam. Chyba. — zakończyła. — A dzisiaj w wiadomościach powiedzieli, że w tym samym zaułku znaleziono ciało mężczyzny, nagie i poszarpane.

Uma milczała, wyraźnie coś rozważając. Patrzyła na przyjaciółkę poważnym wzrokiem. Analizowała usłyszane rewelacje, nie próbując oceniać Sky. Widziała, że zaistniała sytuacja mocno ją poruszała. Musiała ostrożnie dobierać słowa, żeby nie zlekceważyć jej uczuć. Nie odzywała się dłuższą chwilę.

Tymczasem Sky rozglądała się nerwowo. Od samego wyjścia z domu miała wrażenie, że ktoś ją obserwował.

W pewnym momencie jej wzrok zatrzymał się na sylwetce wysokiego mężczyzny. Stał po przeciwnej stronie rozległego trawnika. Miał ręce skrzyżowane na piersi, poważny wyraz twarzy i patrzył wprost na nią. Znieruchomiała i w jednej chwili zaschło jej w ustach. Mężczyźnie nie towarzyszył żaden pies, ani inna osoba. Wyglądał jak wyrwany z kontekstu, jak postać z horroru wklejona do bajki. Przez jej ciało przeszedł dreszcz. Nawet z tej odległości widziała, że nieznajomy był przystojny. Silna linia szczęki, czarne jak heban długie włosy, wysoki, umięśniony. Górował nad otoczeniem, nie wkładając w to nawet odrobiny wysiłku. 

Zupełnie jak — dobry Boże ! — czarny wilk, którego widziała dzień wcześniej!

Niemal usłyszała głośne „click” w środku swojej głowy. 

To był on! To musiał być on! 

Jak to w ogóle możliwe?

— … właśnie dlatego wydaje mi się, że to zwykły przypadek, mimo wszystko — zakończyła Uma.

Sky popatrzyła na nią z przerażeniem, którego nie potrafiła ukryć, po czym z powrotem zwróciła wzrok w stronę mężczyzny. Ze zgrozą spostrzegła, że zaczął powoli iść w jej kierunku. Nie wyglądał na zmieszanego, nie zamierzał jej ganiać. Był przekonany, że i tak osiągnie, co chce. Sky zerwała się z miejsca, ogarnięta paniką. Serce jej łomotało, a pod powiekami wzbierały łzy. Koszmar minionego wieczoru ponownie stanął jej przed oczami.

— Muszę już iść — wyjąkała, nerwowo zerkając w stronę mężczyzny. — Będziemy w kontakcie.

Uma wstała, patrząc z niepokojem na przyjaciółkę.

— Sky, co się dzieje?

Nie wiedziała, co powiedzieć. Mieszanie w to Umy było dużym błędem. Zadziałała instynktownie, a teraz jej przyjaciółka była zagrożona. Nie powinna jej tu sprowadzać i o wszystkim mówić. To nie mogło nic zmienić, zwłaszcza, że Uma i tak jej nie uwierzyła.

— Nic się nie dzieje — Sky usiłowała zmusić się do uśmiechu, ale drżące wargi wcale jej tego nie ułatwiały. — Wszystko w porządku. 

Zdawała sobie sprawę, że brzmiała i wyglądała jak wariatka. Nie zawracała sobie jednak głowy dalszymi wyjaśnieniami. Mężczyzna zniknął z pola widzenia, a to oznaczało, że mógł być dosłownie wszędzie.

— Muszę już iść.

Odwróciła się i resztkami sił powstrzymała się, żeby nie zacząć biec. Skierowała się w stronę wyjścia z parku. 

Ludzie śmiali się, bawili, trenowali, niektórzy zrobili sobie piknik. Niebo było bezchmurne, słońce przygrzewało coraz mocniej. Lato było za zakrętem, ale przez ciało Sky raz po raz przechodziły dreszcze. 

Maszerowała szybko, ignorując ból mięśni nóg. Nie miała kondycji, a fakt, że jeszcze się nie przewróciła, traktowała jak dar od losu. Odwróciła się przez ramię i odetchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła, że nikt za nią nie szedł.

A kiedy zwróciła się z powrotem do przodu… wpadła prosto w ramiona czarnowłosego mężczyzny.